Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->Specsłużby manipulują dziennikarzami

Gazeta.pl, 24.06.2004 r.

 

Specsłużby manipulują dziennikarzami

 

Agnieszka Kublik

Oficerowie służb specjalnych wykorzystują półprywatne kontakty z dziennikarzami do przecieków sterowanych. Uważajcie, kto kim kręci - ostrzega b. szef specsłużb Zbigniew Siemiątkowski

 


Agnieszka Kublik: Twierdzi Pan, że agenci służb specjalnych mogą mniej niż dziennikarze i dlatego często korzystają z ich pomocy w zdobywaniu informacji. Mówił Pan o tym, tłumacząc porażkę służb w prześwietlaniu afery Aleksandra Naumanna.

Zbigniew Siemiątkowski, b. szef Agencji Wywiadu: - Tak. Dziennikarz nie jest klasyfikowanym źródłem operacyjnym, nie jest rejestrowany, nie ma pseudonimu, nie płaci mu się, nie pisze się raportów ze spotkań z nim, a mimo to jest doskonałym informatorem: co się dzieje w mediach, co kto przygotowuje do publikacji.

To legalne? Przecież werbować dziennikarzy nie można.

- Ale ich się nie werbuje. To są tylko półprywatne kontakty wykorzystywane przez służby. Zresztą co do tego, czy to jest legalne czy nie - istnieje spór. Ja uważałem, że jest to nielegalne, dlatego gdy w 1996 r. przyszedłem do MSW, mówiłem, że trzeba zdjąć agenturę z tego środowiska.

Zdjąć? Czyli była?

- Nie odpowiem na to pytanie.

Jak działa mechanizm wykorzystywania dziennikarzy przez służby?

- W obie strony. Dziennikarz ma informatora w służbach, a ten z kolei czyni z dziennikarza swego informatora. Ale to nie dziennikarz decyduje, co i kiedy jego informator mu przekazuje. Informator ma w tym interes służb, własny albo grupowy. Jak służb, to jest to w porządku, gorzej, jak własny lub grupowy.

Grupowy?

- Tak, chodzi o jakąś grupę interesu. W ten sposób załatwiają swoje interesy, czyli decydują, kogo awansować, kogo odwołać.

Ordynarna manipulacja?

- Obie strony wiedzą, w co grają.

Dzięki takim informacjom opinia publiczna dowiaduje się o aferach. Przecież gdyby ktoś nie ujawnił, to co miało być skrywane, opinia publiczna by nic nie wiedziała.

- Tak, faktycznie dzięki sterowanym przeciekom wyszło na jaw wiele prawdziwych afer. W końcu dziennikarze te przecieki publikują w dobrej wierze. Mnie tylko chodzi o to, by wszyscy mieli świadomość, że afery są ujawniane tylko dlatego, że ktoś ma w tym swój własny interes, np. zaszkodzić konkurentowi.

Chcę, by dziennikarze, kontaktując się z funkcjonariuszami służb specjalnych, wiedzieli, że mają do czynienia z ludźmi, którzy byli szkoleni, jak manipulować ludźmi i informacją.

Ja nie winię dziennikarzy, tylko tych, co dziennikarzy wykorzystują. Proszę zauważyć, że najwięcej tekstów o aferach pojawia się w czasie przesileń. To wtedy można najwięcej załatwić: tych zdymisjonować, a innych odwołać.

Jakie afery ma Pan na myśli?

- Np. handel bronią. Dziennikarz sam nie mógł dotrzeć do tych dokumentów. Musiał mieć przeciek, oczywiście sterowany.

Inne przykłady?

- Są, ale ich nie podam, bo nikogo za rękę nie złapałem.

Czy robią to obecni czy byli funkcjonariusze?

- Mnie się wydaje, że ci, co ze służb odeszli. A oni nie działają już w interesie służb, tylko albo swoim własnym, albo jakichś grup interesu. Ostatnio stało się modne wśród przedsiębiorców, by zatrudniać u siebie co najmniej b. pułkownika służb specjalnych.

By manipulowali dziennikarzami?

- Głównie po to, by zapewnić kontakty ze służbami, ale i mogą pomóc zrobić przy pomocy dziennikarzy tzw. czarny PR.

A ten przeciek, który właśnie Pan zrobił, czyli ujawnienie informacji o tych półprywatnych agentach wśród dziennikarzy, czemu lub komu ma służyć?

- To przestroga dla wszystkich, którzy chcą korzystać z informacji b. funkcjonariuszy. Żeby się zastanowili, kto kim kręci.

Uprzedza Pan teksty o jakichś aferach?

- Nie. O niczym nie wiem. Ale jestem ciekawy, jakie "nożyczki" odezwą się po tym wywiadzie.