Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->TAJNA BROŃ WSI

Gazeta Polska, 19 maja 2004 r.

 

TAJNA BROŃ WSI

Piotr Lisiewicz, Tomasz Sakiewicz

 

        Jak Samoobrona walczyła o utrzymanie wpływów Wojskowych Służb Informacyjnych,

        Jak WSI organizowały spotkania Leszka Millera z liderem Samoobrony,

        Co łączy Andrzeja Leppera ze Stanem Tymińskim.

Jak uratowano WSI

         Chociaż szefem Wojskowych Służb Informacyjnych jest człowiek prezydenta  Aleksandra Kwaśniewskiego Marek Dukaczewski, to niemal wszyscy nasi rozmówcy, wywodzący się ze służb specjalnych III RP uważają, że ani prezydent, ani rząd nie kontrolują tego ,co dzieje się w WSI. Eksperci nie mają wątpliwości: WSI wywierają wpływ na polityków, a ostatnio bardzo ważne dla wojskowych służb stały się wpływy w Samoobronie.

         Spośród partii, które mają szansę wygrać przyszłe wybory, tylko Samoobrona opowiada się za pozostawieniem wojskowych służb w obecnej formie.

         Były szef UOP Zbigniew Nowek uważa, że wszelkie zmiany w WSI to przetasowania w rodzinie. W zależności od konstelacji politycznej na stanowiskach wymieniali się ludzie blisko ze sobą współpracujący i mający podobne interesy. Przed wyborami posłowie SLD zapewniali, że chcą połączyć wywiad cywilny z wojskowym. Jednak w trakcie prac nad ustawą o WSI, Sojusz zmienił zdanie.

         Ogromny i niedoceniany przez obserwatorów udział  w zachowaniu potęgi WSI miała Samoobrona. Dwaj posłowie tego ugrupowania – Andrzej Grzesik i Zbigniew Dziewulski, referując stanowisko klubu, wsparli rządową wersję ustawy o WSI, która zachowywała obecną pozycję wojskowych służb. Poseł Andrzej Grzesik argumentował:

-         Oceniamy, iż zaproponowana w projekcie ustawy instytucjonalna jedność służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego jest rozwiązaniem optymalnym, wynikającym z faktycznie realizowanych obecnie przez WSI zadań, w tym sojuszniczych, oraz ich rola w systemie ochronnym państwa (...)

Pod dyktando służb

         Według naszych informatorów, współpraca SLD i Samoobrony we wspomnianej sprawie  nie była incydentem.

         Poseł Konstanty Miodowicz (PO), członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych uważa, że styl wystąpień parlamentarzystów Samoobrony, zdradza coś więcej niż tylko  układ zawarty z SLD. Jego zdaniem opinia Samoobrony, wygłoszona podczas debaty nad losami WSI sprawiała wręcz wrażenie „materiału wytworzonego przez służby specjalne”. Chodziło między innymi o specyficzny żargon.

         Doradcą Samoobrony w czasie prac nad ustawą był Marek Mackiewicz. W niedawnym tekście w „Rzeczpospolitej” na temat WSI, Mackiewicz występuje jako były szef kontrwywiadu wojskowego.

         Konstanty Miodowicz tak wspomina udział Mackiewicza w powstawaniu ustawy o WSI:

-         Mackiewicz kilkakrotnie występował na forum sejmowej komisji służb specjalnych. Nie ukrywał swoich związków z Samoobroną.

Zdaniem Miodowicza, Mackiewicz nie jest wyjątkiem w Samoobronie. Znalazło się tam sporo osób związanych z PRL-owskimi służbami specjalnymi, w tym ze służbami wojskowymi.

         Sprawa ustawy to nie jedyny przykład działań partii Leppera zbieżnych z interesami WSI. Zbigniew Wassermann pamięta, jak Samoobrona próbowała forsować na eksperta sejmowej komisji ds. służb specjalnych Kazimierza Głowackiego – w połowie lat 90. szefa WSI.

         O WSI rozmawialiśmy z Andrzejem Lepperem. Powiedział, ze służb nie należy likwidować – najwyżej zreformować. Przyznał, że Samoobrona korzysta z różnego typu doradców, w tym również związanych z WSI:

-         Liczy się to, co potrafią, a jeśli w przeszłości popełnili jakieś błędy, to należy ich rozliczyć z tego, co robili, a nie z tego, gdzie byli.

Lepper atakuje wrogów byłego szefa WSI

         Wokół Leppera kręci się także Konstanty Malejczyk, w latach 1994-96 szef WSI, zamieszany w aferę związaną z nielegalnym handlem bronią. Malejczyk w wojsku związany był  z generałem Tadeuszem Wileckim, który współpracował blisko z Mieczysławem Wachowskim (dziś związany z Samoobroną) i prezydentem Lechem Wałęsą. Wilecki i Malejczyk należeli w 1994r. do inicjatorów tzw. „obiadu drawskiego”, podczas którego generałowie wypowiedzieli posłuszeństwo ministrowi obrony narodowej, Piotrowi Kołodziejczykowi. Jednym  z celów tej grupy było wyjęcie WSI spod władzy ministra obrony narodowej i podporządkowanie jej szefowi Sztabu Generalnego.

         Po przemówieniu sejmowym, w którym Andrzej Lepper zarzucił korupcję wielu politykom, tygodnik „Przegląd” zwrócił uwagę na fakt, że lider Samoobrony atakuje przeciwników Wileckiego i Malejczyka. Obu wojskowych z funkcji odwołał premier Włodzimierz Cimoszewicz. Według „Przeglądu” w konflikcie z Wileckim i Malejczykiem był też Jerzy Szmajdziński, wtedy szef komisji obrony narodowej, bo wbrew generałom opowiedział się za cywilną kontrolą nad armią. Gdy w otoczeniu Leppera pojawił się Malejczyk, Szmajdziński i Cimoszewicz stali się obiektem najostrzejszych ataków Leppera.

         W jego książce z 1993r. odnaleźliśmy postulaty bliskie generałom: „Minister obrony narodowej powinien mieć kwalifikacje wojskowe, natomiast powinien być wspierany przez grono specjalistów cywilnych różnych dziedzin”.

         W 2000 r. Wilecki wraz z Samoobroną stworzył na wybory prezydencki Blok Ludowo-Narodowy. Sojusz się rozpadł, bo do wyborów wystartował zarówno były szef sztabu, jak i szef Samoobrony.

Zielone mundurki

         W samoobronie – zarówno w jej warszawskiej centrali, jak i w terenie – roi się od wojskowych. Były rzecznik partii Krzysztof Socha był oficerem politycznym – pułkownikiem LWP. Generał Zenon Poznański, dziś jeden z najbliższych doradców Andrzeja Leppera, opowiadał na łamach „Rzeczpospolitej”, jak to na polowaniu koledzy generałowie chwalili go za związanie się z Samoobrona. Odszedł z armii na znak protestu przeciwko zmianom wprowadzonym po „okrągłym stole”. Gdy koalicja SLD-PSL rządziła w latach 1993-97, został – mimo protestów opozycji – mianowany szefem Obrony Cywilnej. W ostatnich latach doradzał SLD. W Rzeszowie radnym  z listy Samoobrony został Janusz Chara, były szef I Batalionu Strzelców Podhalańskich, którego wojskowa kariera załamała się w 1996 roku. Prokuratura wojskowa oskarżyła go wtedy o pobicie zastępcy. Sąd wojskowy uznał go winnym i zakazał pełnienia funkcji dowódczych przez 10 miesięcy.

Samoobrona strzela do grubego zwierza

         Oprócz wojskowych w Samoobronie roi się od myśliwych. Jak pisaliśmy, w stworzeniu Samoobrony duży udział mieli ludzie z Polskiego Związku Łowieckiego – organizacji, skupiającej w PRL głównie partyjnych prominentów. PZŁ, według „Rzeczpospolitej”, był w znacznym stopniu kontrolowany przez wojskowe służby, które czerpały zyski z dewizowych polowań. Dziś w sejmie działa Parlamentarny Zespół Myśliwych i Sympatyków Łowiectwa. Na 76 członków zespołu, 52 to obecni  i byli parlamentarzyści Samoobrony.

Polowania były nie tylko dogodnym miejscem spotkań oficerów i agentury, ale także – werbunku.

Tymiński się wyprowadza, wprowadza się Lepper

         Nasi informatorzy uważają, że pomysł WSI, by ugrać swoje przy pomocy radykalnych partii populistycznych, takich jak Samoobrona, ma historię tak starą jak III RP. 

Były szef MSW Andrzej Milczanowski mówił wprost, że Tymiński i partia X to był pomysł WSI, wskazywał nawet konkretnych ludzi, którzy tę operację organizowali – wspomina Jarosław Kaczyński, lider PiS. Tymiński i Lepper znają się. W połowie lat 90. zdobywająca dopiero popularność Samoobrona i dogorywająca partia X współpracowały bardzo ściśle. W pewnym momencie utworzyły nawet wspólną organizację „Samoobrona Mieszkańców”. Gdy w 1995r. Stan Tymiński zapowiedział, że będzie kandydował w wyborach prezydenckich, lider Partii X – Józef Kossecki informował, ze oba ugrupowania wspólnie zbierają podpisy pod listami poparcia dla Tymińskiego i Leppera.

         Z czasem ci sami ludzie, którzy stawiali wcześniej na Tymińskiego, postawili na Leppera. Tuż po 1989 r. egzotyczny biznesmen lepiej się sprzedawał się wśród niezadowolonego elektoratu, ale gdy kapitalizm spowszedniał, a wielu także obrzydł – popularność łatwiej mógł zdobyć zbuntowany chłopski watażka. Być może pewne światło na to, jak do tego doszło, rzucają wyjaśnienia Tymińskiego, który w 2001 r., w wywiadzie umieszczonym na stronie internetowej www.obnie.w.interia.pl powiedział: „Nasze trudności z Lepperem zaczęły się w roku 1992. Na miesiąc przed wyborami do parlamentu odebrano nam biuro partii. Dostaliśmy wypowiedzenie i nasze biuro partii wraz z telefonem zostało przekazane Lepperowi”.

         Z partii Tymińskiego przeszło do Samoobrony wielu działaczy, w tym były współorganizator kampanii Partii X, Jacek Ogonowski. Według Tymińskiego, Samoobrona naśladowała Partię X. „Wszystkie te posunięcia, które myśmy planowali, jeśli chodzi o Partię X, to oni robili. Mieli swoich ludzi u nas – no, bo byliśmy dużą organizacją i trudno było wyłapać wszystkich agentów. Mieli wtyczki i mieli błyskawiczne donosy. Tak, że jakikolwiek ruch, jaki chcieliśmy zrobić, to oni to już robili pierwsi, ale z pełnym poparciem prasy i telewizji w czasie, kiedy myśmy byli objęci całkowitą cenzurą”. Wielu przywódców Samoobrony i Partii X wywodzi się z tego samego środowiska – betonowego skrzydła PZPR. Lider Partii X, Józef Kossecki – był w latach 80. publicystą tygodnika „Rzeczywistość”. Zastępcą redaktora naczelnego tego pisma był Bolesław Borysiuk, dziś jeden z najważniejszych doradców Andrzeja Leppera. Gazeta Kosseckiego i Borysiuka silnie powiązana była z wojskiem.

         Układy środowiska „Rzeczywistości” z wojskiem wynikały z rodowodu ideowego, związanego z nazwiskiem przywódcy narodowo-komunistycznej frakcji PZPR Mieczysława Moczara. Moczar, współpracownik sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, szefował Związkowi Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD). Pod jego przywództwem organizacja ta zyskała na znaczeniu i żyła narodowo-komunistyczną retoryką.