Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->TAJNE BANKIETY

NIE, 20 maja 2004r.

 

TAJNE BANKIETY

 

Dariusz Cychol, Andrzej Rozenek

Dlaczego psy piją? Bo się zwąchują. Lewica żyje w złudnym przekonaniu, że panuje nad specsłużbami, a jest odwrotnie.

 

         Piątek 7 maja, był dniem picia dla krakowskiej policji jawnej i tajnej. W podkarpackich Myślenicach chlali policjanci. W Krakowie, w ośrodku „Zielony Dół”, chlała wierchuszka polskiej ABWery. Choć miejsca i towarzystwa były różne, to powód picia ten sam – zmiany kadrowe.

Wóda za Mirka

         Policjanci  z Myślenic upadlali się z radości. Dobry Bóg wysłuchał ich próśb i zabrał z komendy powiatowej  zastępcę komendanta – Mirosława Hakiela. Nie przeszkadzało im nawet to, że facet awansował.

         Hakiel jest nowym szefem krakowskiego CBŚ. Nie da się ukryć, że jego awans zaskoczył chłopaków. Postrzegali go jako nieudacznika i jedną z najpocieszniejszych postaci polskiej mundurówki.

         Mirosław Hakiel jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaczynał karierę w milicji w 1987 r. Dochrapał się wysokiego stanowiska w policji w pionie przestępstw zorganizowanych. Gdy odchodził, krakowscy policjanci dali z radości  na mszę.

         Za rządów AWS został dowódcą Karpackiego Oddziału Straży Granicznej. Podlegał mu ponad 400 – kilometrowy odcinek polskiej granicy, który zwykł nadzorować latając śmigłowcem. Na stanowisku sprawdził się doskonale. Wytępił wielu fachowców wywodzących się z dawnych Wojsk Ochrony Pogranicza, zwanych brązowymi butami. Zasłynął też brutalną akcją pacyfikacji burdeli. Dowodzone przez niego jednostki Straży Granicznej zdobyły bez jednego wystrzału „Las Vegas”, „Las Vegas 2”, „Nemesis” i „Eldorado” z Nowego Targu i Zakopanego. Ofiarą padły obywatelki Ukrainy, Białorusi i Rosji przebywające w Polsce legalnie,  z ważnymi paszportami i wizami. Wśród nich zaplątała się też dziewczyna w czwartym miesiącu ciąży, bynajmniej nie kurwa, której odmówiono pomocy lekarskiej.

         W maju 2002r. Krzysztof Janik wywalił Hakiela ze Straży Granicznej. Koledzy jednak nie dali mu zginąć. W listopadzie 2002r. wylądował miękko na stołku zastępcy komendanta powiatowego policji w Myślenicach.

         Kpiąc sobie z niego i przypominając jego stare numery, nie docenili siły przebicia Hakielowych promotorów. A ma niekiepskich: były szef Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, były zastępca komendanta głównego policji, a obecnie członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego gen. Bogusław Strzelecki (Kraków), były szef krakowskiej delegatury UOP, były Szef Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) gen. Tadeusz Rusak (Kraków), były zastępca komendanta głównego policji, a obecnie doradca ministra Ryszarda Kalisza gen. Józef Semik (przyjaciel i „kadrowy” Rusaka), obecny zastępca komendanta głównego policji nadzorujący CBŚ gen. Eugeniusz Szczerbak (Kraków).

Wóda za Mietka

         Mirosław Hakiel nie chlał, rzecz jasna,  w Myślenicach ze swoimi byłymi kolegami policjantami. Równiutko w tym samym czasie przyjmował wódę z „Zielonym Dole” w Krakowie. Jako nowo awansowany brylował na salonie. Przypijał z generałami: Strzeleckim, Rusakiem, Szczerbakiem, a raz nawet z szefem ABW ministrem Andrzejem Barcikowskim.

         Oczywiście Barcikowski nie przyjechał  do Krakowa tylko po to, żeby się napić z Hakielem. Przybył tam  z okazji uroczystego pożegnania z mundurem swojego niedawnego zastępcy Mieczysława Tarnowskiego, który stracił fuchę wiceszefa ABW po tym, jak Barcikowski wystąpił do Prezydenta RP z wnioskiem o awansowanie go na stopień generała. To tak wkurzyło grono „starych” funkcjonariuszy WSI, że praktycznie zmusili szefa wojskowego wywiadu gen. Marka Dukaczewskiego do ujawnienia informacji, że Mieczysław Tarnowski był w czasach PRL „stukiem”, czyli współpracownikiem wojskowych służb specjalnych. Tarnowski zataił ten drobiazg, przez co dołączył do grona „kłamców lustracyjnych”.

         Afera nazywana dziś wojną generałów wybuchła, gdy prasa upowszechniła ten fakt (m.in. „NIE” nr 17/2004). Całkowity blamaż ABW spłynął po Barcikowskim jak po kaczce. „Świetny fachowiec”, „wybitny specjalista”, „niezastąpiony oficer” – to kilka sformułowań z toastów wygłaszanych przez szefa ABW Barcikowskiego za zdrowie Mieczysława Tarnowskiego.

         Lekko zrolowanego Tarnowskiego pocieszał jego były szef gen. Rusak („Stuk” był jego zastępcą w krakowskiej delegaturze UOP). Pocieszenia były niepotrzebne: Mieczysław Tarnowski jeszcze będąc w mundurze otrzymał propozycję pracy w biznesie – za pieniądze dwukrotnie większe, niż miał w ABW.

Wóda za Tadzia

         Chlanie w „Zielonym Dole” miało dla Rusaka znaczenie terapeutyczne. Wnosimy tak z faktu, że formalnie w tym czasie przebywał na zwolnieniu lekarskim. Zaniemógł, gdy ogłosiliśmy w „NIE”, że zarzut kłamstwa lustracyjnego dosięgnie niebawem i jego. Według byłych oficerów UOP i WSI, Rusak – tak jak Tarnowski – pracował w czasach PRL, dla WSI (Wojskowe Służby Wewnętrzne). Zajmował się tam m.in. (a w pewnym momencie przede wszystkim) inwigilacją krakowskiej opozycji – tej samej, która później go awansowała (Piotr Nowina-Konopka, Jan Widacki, Jan Maria Rokita).

         W oświadczeniu przekazanym prasie obecny szef WSI gen. Marek Dukaczewski poinformował, że konieczne było poinformowanie prokuratury o nieprawidłowościach w WSI, w okresie gdy służbą tą rządził gen. Rusak.

         Nie znamy treści tego doniesienia. Wiemy jednak, że niebawem do prokuratury trafić mają kolejne doniesienia. Będą one dotyczyć nadużyć finansowych w krakowskiej delegaturze UOP, w czasach gdy na jej czele stał właśnie Tadeusz Rusak. Chodzi m.in. o skrajną niegospodarność przy zarządzaniu majątkiem UOP ulokowanym w tzw. MK-ach, czyli mieszkaniach konspiracyjnych.

         Jeśli do zarzutów niegospodarności dodamy zarzut kłamstwa lustracyjnego, niespodzianki przygotowane przez gen. Dukaczewskiego oraz ujawnione przez „NIE” kombinacje podatkowe Rusaka, wychodzi na to, że będzie miał chłop trochę kłopotów.

Wóda za Janusza

         Kłopotów byłoby pewnie mniej, gdyby za Rusakiem stał ktoś odpowiednio wysoko w centrali ABW. I na wódzie z Barcikowskim wymyślono taką osobę. Wedle naszych informatorów, w nowym rozdaniu rządowym (nieważne przy jakim premierze, bo „służby są apolityczne”) wiceszefem ABW miałby zostać Janusz Nosek, obecny szef krakowskiej delegatury ABW. Nosek pracował już w centrali przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. W dawnym UOP był dyrektorem Zarządu Ochrony Ekonomicznych Interesów Państwa (Zarząd IIA). Do Krakowa – na niższe stanowisko – trafił właśnie za sprawą Rusaka, który przed wymianą władzy z AWS-owskiej na SLD-owską wymyślił dla swojego zaufanego taką przechowalnię. Niebawem nadejdzie czas, by przechowalnię opuścić i udowodnić Rusakowi lojalność...

         Oczywiście Rusak nie dopuści, aby jego matecznik, czyli Kraków, pozostawić samopas. Na nowego szefa miejscowej delegatury namaszczono już mjr. Zbigniewa Kajdę, obecnego wiceszefa. Podobnie jak Rusak ma on za sobą karierę w Wywiadzie wojskowym.

Wóda za Andrzeja

         Polecamy tę garść informacji rządzącej jeszcze ekipie SLD. Mamy nadzieję, że skłoni ją to do kilku refleksji. Niech chłopcy zobaczą, jak się prowadzi politykę kadrową w służbach. Podczas gdy Siemiątkowski z tabunem 200 współpracowników nie potrafił nawet przygotować ustawy reformującej służby specjalne, oficerowie spod znaku Rusaka potrafili się „rozprowadzić” na trzy rządy  (AWS-owski, obecny SLD-owski i jakikolwiek przyszły). Lewicowi politycy z ponad siedmiuset wylanych przez AWS z roboty funkcjonariuszy dawnego UOP zagospodarowali zaledwie kilku. Nie dziwnego, że dziś ich władza nad służbami specjalnymi jest iluzoryczna.

         Liczymy też, że głęboko zastanowi się nad sobą szef ABW, Andrzej Barcikowski. Pies drapał, z kim chleje. Ważniejsze, by zadał sobie pytanie, kto stoi za „patologicznym lobbingiem”, któremu uległ. Określenie to – jak ulał pasujące do zachowania Barcikowskiego – zaczerpnęliśmy z jego wypowiedzi przy okazji oskarżania dziennikarzy za rzekomo bezzasadną krytykę rządu.