Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->SŁUŻBY INTERPRETACJI PRAWA

„Gazeta Polska”, 21.01.2004

 

SŁUŻBY INTERPRETACJI PRAWA

 

Ławka  SLD jest krótka do tego stopnia, że premier Miller ma kłopot ze znalezieniem kandydatów do rządu. Szuka następcy Krzysztofa Janika, szefa MSWiA. Najczęściej wymieniany kandydat, Andrzej Barcikowski, już zdążył się skompromitować – opozycja domaga się jego dymisji ze stanowiska szefa ABW.

         Chyba żaden minister w rządzie Millera nie lekceważy prawa tak, jak Andrzej Barcikowski. W codziennym repertuarze szefa ABW są interpretacje konstytucji, ustaw i orzeczeń sądowych jasnych nawet dla laików. Barcikowski z miesiąca na miesiąc pozwala sobie na więcej. Ostatnio zażądał spotkania z prezydium sejmu (na co marszałek Borowski skwapliwie przystał) i dał popis podczas tajnego wystąpienia w sprawie patologicznego lobbingu.

         Przemawiając z mównicy sejmowej, nie przedstawił grup interesu walczących niedopuszczalnymi metodami o kształt na przykład ustawy o radiofonii i telewizji (afera Rywina) czy ustawy o grach losowych (afera automatowa). Żonglował za to faktami i sugestiami. Ujawnił przy tym informacje stanowiące tajemnicę państwową, czym złamał ustawę o ABW i AW. Przekazał bowiem posłom wiadomości uzyskane przez Agencję w wyniku czynności operacyjno – rozpoznawczych, które ustawa o ochronie informacji niejawnych wymienia w wykazie informacji ściśle tajnych. Kodeks karny przewiduje za taki czyn – w zależności od kwalifikacji – kary nawet do pięciu lat więzienia.

         Zamiast więc sformułować zarzuty wobec konkretnych osób, szef ABW ujawnił informacje, które mogłyby zaowocować takimi zarzutami, jeśli nie zostałyby wcześniej upublicznione.

         Oskarżył za to o lobbystyczne działania dziennikarzy, którzy ujawniają korupcyjne mechanizmy. Przedstawił także nie podparte niczym sugestie, jakoby za przepisami zwalniającymi zagraniczne firmy farmaceutyczne z podatku stał Leszek Balcerowicz. NBP i NIK to instytucje, którymi szczególnie zajmuje się Agencja Bezpieczeństwa. W sierpniu zatrzymała pracownika NIK Jacka Kalasa oraz dwóch funkcjonariuszy ABW, którzy rzekomo się z nim kontaktowali i przekazywali tajne informacje. Sprawę jednego z funkcjonariuszy zdążyła umorzyć już prokuratura. Kalasa traktowano jak przestępcę i zanim zakończono przeszukania, ABW ogłosiła, że jest podejrzany o ujawnienie tajemnicy państwowej. Sąd odrzucił wniosek o jego aresztowanie.

         Opozycja uważa, że sprawa Kalasa to część szerszego ataku na NIK. W kwietniu zeszłego roku funkcjonariusz ABW naciskał świadka w sprawie jednej z prywatyzacji w Zabrzu, by złożył fałszywe zeznania obciążające prezesa NIK Mirosława Sekułę (dawniej prezydenta Zabrza). ABW była także źródłem przecieku informacji ze śledztwa w sprawie zabójstwa gen. Papały, które związanemu z SLD tygodnikowi ,,Przegląd,, posłużyły do zmanipulowania oskarżeń wobec wiceprezesa NIK, byłego wiceszefa UOP Krzysztofa Szwedowskiego.

         - Jestem w służbach jedynym politykiem. Będę łącznikiem między światem polityki a służb. Będę nad służbami roztaczał parasol ochronny, aby funkcjonariusze nie musieli myśleć o polityce – zapewniał Barcikowski wkrótce po objęciu stanowiska. Obecnie przedstawiciele prawie wszystkich klubów opozycyjnych są zgodni – owszem, rozpiął parasol ochronny, ale nad politykami SLD.

Barcikowski zaczął rządy w ABW od usuwania oficerów UOP kojarzonych z płk. Zbigniewem Nowkiem i odnoszonymi za jego kadencji sukcesami Urzędu. W trzy godziny zwolniono blisko pięćset funkcjonariuszy, co – jak wyliczył Krzysztof Kozłowski, b. szef MSW – oznaczało dwie sekundy na jednego oficera.

Wśród zwolnionych w trybie natychmiastowym znaleźli się m.in. oficerowie z olsztyńskiej delegatury UOP z jej szefem Markiem Wachnikiem (rozbili gang kokainowy), z delegatury łódzkiej z Adamem Ostoją-Owsianym (rozpracowali ,,łódzką ośmiornicę,,), a także funkcjonariusze z centrali kierujący sprawą dyplomatów-szpiegów rosyjskich, wydalonych następnie z Polski. Fakt, że czystka miała charakter polityczny, potwierdził sam Barcikowski: -Proszę mi wierzyć, polityki w tym nie było! Była tylko w stosunku do 34 funkcjonariuszy, którzy odpowiadają za czystkę w latach 1997-98.

Akcja skończyła się olbrzymią wpadką – funkcjonariusze z marszu wygrywają sprawy w Naczelnym Sądzie Administracyjnym o bezpodstawne usunięcie ze służby. Orzeczenia NSA o przywrócenie funkcjonariuszy były w ABW poddane ,,interpretacji,, i w praktyce po prostu je zlekceważono.

Szef ABW twierdził, że redukcje kadr wymusiła poprzednia ekipa, która naruszyła dyscyplinę budżetową. Mały budżet nie przeszkadzał Barcikowskiemu rozdąć liczby stanowisk dyrektorskich: w UOP było ich 13, teraz w ABW i AW jest ich 25, a każdy dyrektor musi mieć gabinet, sekretarkę, samochód itd.

Jak wynikało ze sprawozdania szefa ABW za 2002 rok, prawie dwa z pięciu milionów zaoszczędzonych na masowych zwolnieniach funkcjonariuszy kierownictwo Agencji przeznaczyło na zakup 34 samochodów (w tym luksusowych).

Tymczasem na stanowiska kierownicze w służbach specjalnych wrócili esbecy. Wielu funkcjonariuszy służb PRL objęło kierownictwa delegatur. Jednym z zastępców Barcikowskiego został prok. Zbigniew Goszczyński, który prowadził sprawę ,,moskiewskiej pożyczki,, po myśli SLD. Drugim zastępcą jest Paweł Pruszyński, który jako esbek brał udział w pacyfikacjach protestów w stanie wojennym, a w ostatnich latach był działaczem łódzkiego SLD – co zaprzeczało deklarowanej apolityczności służb.

Barcikowski lekceważy nie tylko prawo, ale i posłów z sejmowej komisji ds. służb specjalnych, którzy roztaczają cywilną kontrolę nad ABW, AW i WSI. Pozwolił sobie na strofowanie w liście otwartym posła speckomisji za to, że ten krytykował działalność Agencji. Parę miesięcy temu odmówił posłom – znów po ,,interpretacji,, przepisów prawa – wydania akt operacyjnych dotyczących FOZZ. W tej sprawie bezradni posłowie opozycji (mający mniejszość w komisji) zwrócili się o ekspertyzę prawną. Druzgocąca dla szefa ABW opinia prof. Andrzeja Rzeplińskiego mówi wyraźnie, iż Agencja powinna niezwłocznie przekazać sejmowej komisji materiały dotyczące FOZZ, podobnie jak każde inne, na jej żądanie. ,,Konieczność wyjaśnienia sprawy FOZZ, a więc zbrodni godzącej w podstawy ekonomiczne państwa, jest akademickim przykładem sprawy, gdzie kompetencja komisji do wglądu i oceny wszystkich materiałów posiadanych przez ABW jest oczywista,,. Opinia prof. Rzeplińskiego jest gotowa od ponad trzech miesięcy. I nic.

Za rządów Barcikowskiego w ABW zapanowała całkowita stagnacja – funkcjonariusze nie potrafili bądź nie chcieli wpaść na trop żadnej z afer korupcyjnych, które wyświetlili nie dysponujący środkami operacyjnymi dziennikarze. Tak było w przypadku sprawy Rywina, tak było w sprawie afery lekowej czy sprawy CEPiK-u. Po ujawnieniu przez prasę faktów korupcji, do jakich dopuszczono się w ministerstwie Łapińskiego, Andrzej Barcikowski zapytany przez ,,GP,, dlaczego nie reagował na nieprawidłowości sygnalizowane mu przez poseł Elżbietę Radziszewską, odparł: -Nie możemy działać na wniosek posła. Poprosiłem panią poseł o formalny wniosek marszałka sejmu. Marszałek Borowski dzwonił do mnie w tej sprawie po rozmowie z panią poseł. ABW podlega formalnie premierowi, i to premier wydaje nam polecenia, czym mamy się zajmować (...) sygnał na temat konkretnego domniemanego aktu korupcji dotarł z ,,Rzeczpospolitej,,. I dopiero wtedy mogliśmy wszcząć postępowanie sprawdzające.

Dodajmy, że nawet sygnał od premiera może być niewystarczający. Tak było latem 2002 roku, gdy Barcikowski dowiedział się od niego o korupcyjnej propozycji Rywina. Uznał, iż ,,prawdopodobieństwo skorumpowania funkcjonariuszy publicznych jest na tyle nikłe, że angażowanie sił i środków Agencji w rozpoznawanie tej kwestii nie miałoby uzasadnienia,,.

 

                                                                                     Anita GARGAS