Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->Szwajcarskie konta władzy

08.09.2004 r., "Gazeta Polska"

Szwajcarskie konta władzy

 

Jeden z głównych oskarżonych w aferze paliwowej wyjaśnił, że widział dokument szwajcarskiego banku, zawierający konta numeryczne osób pobierających prowizje w zamian za pozytywne załatwienie kontraktów na dostawy ropy do płockiej Petrochemii. Na liście był jakoby Aleksander Kwaśniewski.

Kiedy w kwietniu tego roku Wiesław Kaczmarek (b. SLD), ujawniając okoliczności zatrzymania prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego, napomknął o prowizjach wypłacanych przy okazji realizacji kontraktów na dostawy ropy naftowej, nie przewidywał prawdopodobnie, że swą wypowiedzią może wywołać niewygodny dla swego obozu politycznego skutek uboczny. Tym skutkiem ubocznym jest rozwiązanie języków osób podejrzanych w aferze paliwowej: m.in. dwóch z trzech najważniejszych baronów paliwowych - Jana Bobrka i Zbigniewa Marszałka, wspólników ze spółki BGM, którzy od półtora roku siedzieli w areszcie.

Najciekawsze okazały się informacje przedstawione przez Jana Bobrka. Choć wcześniej nie był skłonny do rozmów z prokuratorami, po rewelacjach byłego ministra skarbu zdecydował się złożyć obszerne wyjaśnienia. W zamian za nadzwyczajne złagodzenie kary oraz możliwość opuszczenia aresztu, wyczerpująco opisał między innymi mechanizmy funkcjonowania prowizji.

Petroval w łańcuszku kont

Zdaniem Bobrka, wypłata prowizji towarzyszyła każdemu kontraktowi zawieranemu przez płocki koncern. Swoją część otrzymywali ludzie z kierownictwa firmy, ci, którzy doprowadzili do zawarcia pomyślnego kontraktu oraz ci, od których zależały podejmowane decyzje. Jako przykład podał tu Petroval (w 2002 r. z tą nieznaną spółką Orlen zawarł kontrakt), który powstał jakoby wyłącznie po to, by przesyłać pieniądze z konta własnego na inne konto cyfrowe w banku szwajcarskim, a z tego konta cyfrowego na kolejne konto cyfrowe należące do konkretnej osoby z władz koncernu.

Bobrek tłumaczy, że pośrednicy byli potrzebni jeszcze w czasach gospodarki socjalistycznej, gdy firmy były państwowe. Pośredników wprowadzano po to, by z uzyskanych marży poopłacać wszystkich zasłużonych dla kontraktu. Gratyfikację otrzymywał ktoś od producenta za sprzedaż ropy pośrednikowi po dobrej cenie. Gratyfikacja była również wypłacana komuś od odbiorcy - za to, że doprowadził do zawarcia kontraktu i za zapłatę za ropę. Wszystkie strony były zadowolone z takiego układu, bo gwarantował anonimowość. System utrzymano do dziś.

Milczenie Pałacu Namiestnikowskiego

Bobrek wyjaśnił również, iż widział dokument z banku szwajcarskiego, który zawierał nazwiska osób, którym wypłacane są prowizje za dostawy ropy do Płocka. Na liście tej miał być Aleksander Kwaśniewski.

Wyjaśnienia Bobrka w dużym stopniu potwierdzają inni świadkowie.

O tym, że wśród osób, które mają jakoby konto numeryczne w banku szwajcarskim jest prezydent, napisał poniedziałkowy "Wprost". Sugestie takie tego samego dnia przekazał również "Newsweek". Na konferencji prasowej Kwaśniewskiego ("Gazeta Polska" nie była o niej poinformowana) żaden dziennikarz nie nawiązał do ujawnionego faktu, mogącego skompromitować głowę państwa.

GP zapytała dyrektor w Kancelarii Prezydenta Teresę Grabczyńską, której podlegają służby prasowe, czy Kwaśniewski zajmie stanowisko w sprawie artykułu w tygodnikach. - Nie sądzę, prezydent nie odnosi się do publikacji prasowych - odrzekła.

- Są to wyjaśnienia, które obciążają szereg osób pełniących bardzo ważne funkcje w państwie o popełnienie przestępstw na szkodę Orlenu, w tym o korupcję - powiedział w rozmowie z GP Zbigniew Wassermann (PiS), członek komisji śledczej badającej aferę Orlenu, zapytany o zawartość materiału prokuratorskiego. - Jeśli rzeczywiście podejrzany twierdzi, iż istnieje dokument z listą kont numerycznych i na tej liście jest Aleksander Kwaśniewski, to tego rodzaju dowód powinien zostać przez prokuraturę zweryfikowany.

- Opisywany w tych relacjach mechanizm wskazuje na istnienie w Polsce struktury mafijnej, sięgającej szczytów państwa, której celem jest uzależnienie nas od rosyjskiej ropy - twierdzi Antoni Macierewicz (RKN).

Panowie z BGM

Bobrek jest jednym z trzech - obok Arkadiusza Grochulskiego i Zbigniewa Marszałka - założycieli szczecińskiej firmy BGM, zajmującej się handlem paliwami. O firmie tej jest głośno od paru lat w związku z oszustwami i wyłudzeniami podatku, jakich się dopuszczała na gigantyczną skalę. Głównym źródłem nielegalnych dochodów firmy było kupowanie za granicą oleju napędowego, który dzięki sfałszowanym fakturom wjeżdżał do Polski jako zwolniony z podatku olej opałowy. W kraju dzięki łańcuszkowi pośredników i spółek-słupów pieniądze uzyskiwane za upłynniany olej były prane i puszczane w obieg. "Biznesmeni" z BGM mieli na swych usługach przekupionych urzędników celnych, urzędników skarbowych, wysokich funkcjonariuszy państwa, bankowców, polityków, funkcjonariuszy służb specjalnych.

Mózgiem przedsięwzięcia był Arkadiusz Grochulski (właściciel spółki paliwowej Trans-Sad), obecnie ukrywający się prawdopodobnie w Hiszpanii.

W 2001 roku Grochulski przyznał, że BGM opłacała się partiom - z lewej i prawej strony sceny politycznej. Dobrym znajomym Grochulskiego był m.in. Artur Balazs (szczeciński lider SKL), wyjątkowo sprzyjał mu ówczesny wojewoda szczeciński Władysław Lisewski (dzięki temu Grochulski bardzo tanio przejął prywatyzowane szczecińskie przedsiębiorstwa - dysponujące siecią hoteli Państwowe Przedsiębiorstwo Turystyczne "Pomerania" i "Dom Książki").

Przy kim Rywin jest pętakiem

Mafia paliwowa obejmowała całą Polskę. Gangsterzy mieli swoje wtyczki nawet w Centralnym Biurze Śledczym. Podczas przeszukania biura BGM wiosną 2002 roku CBŚ znalazło w aktówce prezesa Bobrka tajne policyjne dokumenty: decyzję Marka Biernackiego, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, oraz Jana Michny, komendanta głównego policji, o powołaniu specjalnej grupy do walki z gangami paliwowymi. Dokument zawierał m.in. nazwiska szefa grupy i funkcjonariuszy z różnych wydziałów CBŚ, którzy wchodzili w jej skład. Bobrek miał też dwa opracowania na temat operacyjnych ustaleń w sprawach paliwowych z wrocławskiego wydziału CBŚ oraz pionu ds. gospodarczych z Częstochowy, podlegającego Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Bobrek twierdził na łamach GW, która ujawniła ten skandal, że materiały przesłano mu anonimowo faksem.

Śledztwo dotyczące afery paliwowej prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. Natomiast śledztwo w sprawie niezgodnego z prawem zatrzymania Modrzejewskiego (w tym wątek prowizji) - Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Zebrany przez nie materiał dowodowy trafił do komisji śledczej badającej aferę Orlenu. W tym - wyjaśnienia podejrzanego Jana Bobrka. Były prezes BGM składa je w oparciu o przedstawiane dokumenty.

- Jako prokurator mam ogromną wątpliwość, czy dyskusja na temat treści wyjaśnień podejrzanego nie uniemożliwi prokuraturze zebrania dowodów, czy wręcz nie stworzy zagrożenia dla życia Jana Bobrka - mówi Wassermann. - Jest niedopuszczalne, by w trakcie trwania śledztwa prokuratorskiego i trwania śledztwa sejmowej komisji dziennikarze ujawniali istotne okoliczności dotyczące samej sprawy i osób, które na te okoliczności będą przesłuchiwane.

Posłowi PiS wtóruje Konstanty Miodowicz (PO): - Niesporo mi komentować informacje pochodzące z materiałów śledztwa, które wciąż trwa, a osoby podejrzane i świadkowie wciąż są przesłuchiwani. Rozhermetyzowanie śledztwa prowadzonego przez prokuraturę jest pierwszym krokiem do jego przetrącenia. To świadczy tylko o jednym - nasza komisja poruszyła wszystkie środowiska i osoby, które mimo dzielących je różnic są zainteresowane utrzymaniem sytuacji na polskim rynku ropy naftowej. Rywin ze swoimi 10 milionami dolarów jest pętakiem wobec beneficjentów przestępczych reguł funkcjonowania rynku ropy.

Pierwsze strzały

Miodowicz dodaje, że w komisję śledczą "oddano pierwsze strzały". - Pierwsze uderzenia poszły w posła Wassermanna, kolejne we mnie. Tego można było się spodziewać - uważa.

Chodzi o tekst "Newsweeka", który napisał, iż w 2001 roku Wassermann zatwierdzał decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa dotyczącego Orlenu po anonimowym donosie, oraz sugestie "Wprost", że w 1992 roku Miodowicz, jako szef kontrwywiadu, przyłożył rękę do ekspresowego wydania polskiego obywatelstwa Sławomirowi Smołokowskiemu, współzałożycielowi firmy J&S, późniejszego monopolisty na rynku dostawców ropy naftowej do Polski.

- To artykuł sponsorowany. Rozpoznaję w nim wpływ pewnego znanego poznańskiego biznesmena, który będzie miał okazję odpowiadać na pytania komisji - komentuje publikacje na swój temat Miodowicz. - Nie przypominam sobie procedury, która dotyczyła Smołokowskiego, prowadzonej w MSW. Wtedy pan Smołokowski był osobą nic nie znaczącą, ale podlegał takim samym procedurom, jak tysiące innych cudzoziemców. Z pewnością nikogo nie odstręczałem od dokonywania takich sprawdzeń, zwłaszcza, że rok 1992 był w UOP rokiem stosowania szczególnie restrykcyjnych i poszerzonych procedur sprawdzeniowych wobec obywateli b. Związku Sowieckiego.

Zbigniew Wassermann określa zarzuty pod swoim adresem jako "ordynarne kłamstwo, łatwe do wykazania". - Decyzja w tej sprawie zapadła w czasach ministra Iwanickiego, gdy mnie już nie było w prokuraturze. Nie jest to pierwsza taka próba zdyskredytowania mojego udziału w komisji - zapewnia. - Jesteśmy niebezpieczni dla tego układu. Czego daliśmy dowód w komisji ds. służb specjalnych.

***

Niemal natychmiast po tym, jak akta prokuratury trafiły do komisji śledczej, Aleksander Kwaśniewski wyraził na łamach "Rzeczpospolitej" chęć "nawiązania dialogu z komisją śledczą". "Do 17 lutego 2002 roku byłem poza krajem, więc o fakcie zatrzymywania prezesa Modrzejewskiego przez UOP dowiedziałem się z mediów. (...) Po powrocie do kraju miałem dwa spotkania z premierem Millerem. Jedno 18 lutego 2002 roku, a drugie 20 i oba były głównie poświęcone przygotowaniom do posiedzenia Rady Gabinetowej, które odbyło się 21 lutego. Jego przedmiotem były sprawy gospodarcze, negocjacje z Unią Europejską i nasza polityka wschodnia wobec zbliżającej się wizyty prezydenta Putina. To, że spotkamy się po raz drugi przed Radą Gabinetową ustalone było w poniedziałek, 18 lutego. W spotkaniu mieli również wziąć udział Ungier i Wagner jako sekretarze Rady" - czytamy w wywiadzie Kwaśniewskiego. Tyle że - jak sprawdził poseł Macierewicz - wizyta Putina odbyła się
w dniach 15-17 stycznia 2002.

 

Anita Gargas