Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->Lista podejrzanych sponsorów

14.09.2004 r., "Rzeczpospolita"

 

Spółki zamieszane w afery dawały pieniądze na rzecz fundacji Jolanty Kwaśniewskiej

Lista podejrzanych sponsorów

 

Na liście finansujących fundację Jolanty Kwaśniewskiej znajdowały się spółki zamieszane w działalność mafii paliwowej. Pośrednio pieniądze ofiarowywało jej też Laboratorium Frakcjonowania Osocza z Mielca, znane z afery finansowej, w którą zamieszani byli politycy SLD i biznesmen zaprzyjaźniony z rodziną prezydencką.

Sejmowa komisja śledcza badająca aferę Orlenu dotychczas nie wystąpiła formalnie do Fundacji "Porozumienie bez barier" o wykaz sponsorów. Tymczasem z naszych ustaleń wynika, że w aktach śledztw są dokumenty potwierdzające, że darczyńcami fundacji były spółka Trans Sad ze Szczecina i częstochowskie spółki byłego prokuratura, obecnie podejrzanego o kierowanie gangiem paliwowym.

Trans Sad jest przez osoby założycieli ściśle związany z inną głośną szczecińską spółką - BGM, uważaną przez policję i prokuraturę za jedną z najważniejszych w mafii paliwowej. Z akt śledztw będących w dyspozycji komisji sejmowej wynika, że jeden z trzech wspólników tej firmy, Jan B., ujawnił prokuraturze kulisy działalności Orlenu. Zeznał, że widział wykazy osób publicznych i ich zagranicznych rachunków bankowych, na które Orlen miał wpłacać pieniądze. Jan B. wymienił w tym kontekście m.in. nazwisko prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Kwaśniewski kategorycznie zaprzeczył, jakoby miał konto w Szwajcarii.

Ile na konto fundacji prezydentowej wpłaciły spółki paliwowe? Na razie nie wiadomo. - Nie możemy tego szybko sprawdzić, bo księgowa przychodzi tylko raz w tygodniu - mówi Teresa Gajewska z Fundacji "Porozumienie bez barier".

Z informacji "Rz" wynika, że fundację Jolanty Kwaśniewskiej wspierało pośrednio także Laboratorium Frakcjonowania Osocza z Mielca. W czerwcu 2000 roku wpłaciło 72 tys. zł Agencji Reklamowej Andrzeja Pągowskiego za umieszczenie znaku graficznego LFO na materiałach informacyjnych kampanii reklamowej "Miej serce - dbaj o serce", prowadzonej przez "Porozumienie bez barier".

LFO to spółka, która powstała w 1996 roku. W Mielcu miała wybudować fabrykę leków z osocza krwi. Jej głównymi udziałowcami byli Zygmunt Nizioł, Polak z brytyjskim paszportem, oraz Włodzimierz Wapiński, przyjaciel prezydenta Kwaśniewskiego. To właśnie w jego towarzystwie Kwaśniewski świętował zwycięstwo w pierwszych swoich wyborach prezydenckich, a gdy wprowadził się do Pałacu Prezydenckiego, oddał mu klucze do mieszkania. Wapińskiego łączyły też bliskie więzi z Wiesławem Kaczmarkiem, który gościł u niego w Szwecji, oraz z Markiem Siwcem. Inwestycja w Mielcu była finansowana przez konsorcjum bankowe z Kredyt Bankiem na czele. Kredyt w wysokości 32 mln dolarów w 60 procentach poręczył rząd Włodzimierza Cimoszewicza. Inwestycji nie dokończono, a banki nie dostały swoich pieniędzy. W sprawie tej od ponad dwóch lat śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu, a zarzuty mogą być postawione m.in. Wiesławowi Kaczmarkowi.

A.M., MAT

 

KOMENTARZ

Mętne układy

Wspieranie fundacji żony prezydenta Kwaśniewskiego przez spółki, których właścicielom postawiono zarzuty kierowania grupami przestępczymi, jest zjawiskiem niepokojącym. Jest to możliwe tylko wówczas, gdy brakuje publicznej kontroli nad działaniami osób piastujących najwyższe funkcje w państwie. Warunkiem działania zdrowej demokracji i państwa prawa jest bowiem jawność. Niestety, Polsce daleko jeszcze do osiągnięcia tego stanu.

Dlatego nie dziwi fakt, że żona prezydenta nie chciała ujawnić danych na temat swojej fundacji. Aleksander Kwaśniewski i jego otoczenie próbowali stworzyć w Polsce specyficzny model prezydentury, w którym prezydent wyłączony jest z normalnych procedur demokratycznych. Trzeba mieć nadzieję, że kryzys lewicy i sprawa Orlenu położą temu kres.

Jeszcze teraz od licznych komentatorów słyszymy, że dobro, które świadczyła prezydentowa, powinno ją uwalniać od podejrzeń. Są ludzie, którzy twierdzą, że nawet jeśli pieniądze na jej fundację pochodziły z niejasnych źródeł, powinniśmy cieszyć się, że służyć będą dobremu celowi. W rzeczywistości w wypadkach takich prawie zawsze suma zła przekracza pojawiające się przy okazji dobro. Trudno uwierzyć, aby aferzysta dawał pieniądze tylko po to, by oczyścić swoje sumienie w dobroczynnej fundacji. I to przypadkowo założonej przez żonę prezydenta. Dużo bardziej prawdopodobne, że wpłacający pieniądze uzyskiwali w ten sposób wymierne korzyści, które polegać mogły na przykład na lepszych układach z władzami. Nie musi to znaczyć, że żona prezydenta miała tego świadomość, ale w każdym razie na parze prezydenckiej spoczywa polityczna odpowiedzialność za obecny stan rzeczy.

Bronisław Wildstein