Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->Afera w łódzkim Centralnym Biurze Śledczym
 

16.09.2004 r., "Gazeta Wyborcza"

 

Afera w łódzkim Centralnym Biurze Śledczym

 


Szefowie łódzkiego CBŚ od ponad roku wiedzieli o korupcyjnych ofertach polityków pod adresem Andrzeja i Zbigniewa Gałkiewiczów, ale nic nie zrobili i kazali braciom milczeć

Sprawę opisaliśmy dwa tygodnie temu. Bracia Gałkiewiczowie, należący do najbogatszych Polaków biznesmeni ze Rzgowa, ujawnili po ponadrocznym wahaniu, jak opłacali się politykom związanym z SLD. Złożyli też zeznania w łódzkiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. ABW i prokuratura uznały zeznania za wiarygodne. Wszczęto śledztwo w sprawie "przyjmowania łapówek i powoływania się na wpływy w instytucjach rządowych" przez łódzkich VIP-ów.

Jednak organy ścigania powinny były zająć się aferą już ponad rok temu. Wiosną ubiegłego roku - kiedy "Gazeta" zainteresowała się problemami braci - Gałkiewiczowie powiadomili o sprawie łódzkie CBŚ. Odbyli co najmniej trzy spotkania z jego wysokimi funkcjonariuszami. Zwierzeń biznesmenów wysłuchali w Rzgowie: szef biura Leszek Matusiak, jego zastępca Grzegorz Miłosz i specjalistka do spraw ekonomicznych Ewa G.

W biurze firmy Gałkiewiczów miały miejsce kuriozalne sytuacje - gdy policjanci słuchali opowieści jednego z braci, w pokoju obok rozmawiał z dziennikarzami drugi. W końcu funkcjonariusze CBŚ obiecali braciom, że sprawę zbadają, i kazali nikomu o niej nie mówić. Zwłaszcza dziennikarzom.

Jednak CBŚ śledztwa nie wszczął, przestał się kontaktować z braćmi i sprawę schował do szuflady.

Wystraszeni bracia na rok zamilkli. Dopiero dwa miesiące temu zdecydowali się na rozmowę z "Gazetą" i funkcjonariuszami łódzkiej ABW. Śledztwo podjęto natychmiast.

Po ujawnieniu sprawy Gałkiewiczów przez "Gazetę" nagle z braćmi skontaktowała się Ewa G. z CBŚ. Powołała się na polecenie szefa. Chciała pilnie - za plecami ABW - spotkać się z Gałkiewiczami. Ale bracia - po konsultacji z Agencją - odmówili.

Po co CBŚ rozmawiało z braćmi, skoro schowało sprawę do szuflady?

Zeznania braci najbardziej obciążają polityków SLD. A szef łódzkiego CBŚ Leszek Matusiak to sympatyk Sojuszu, stanowisko objął dzięki nieformalnemu poparciu Krzysztofa Makowskiego, byłego wojewody łódzkiego, obecnie łódzkiego barona SLD.

Matusiak odmówił rozmowy o sprawie Gałkiewiczów, skierował nas do rzecznika policji.

Dlaczego CBŚ nic nie zrobił w sprawie braci? - zapytaliśmy Komendę Główną.

Otrzymaliśmy dwie sprzeczne odpowiedzi.

Pierwszą wysłał rzecznik łódzkiej policji Witold Kozicki - kolega Matusiaka. Wbrew faktom pisze, że CBŚ nie zajmował się w ogóle sprawą Gałkiewiczów.

Natomiast Zbigniew Matwiej z biura prasowego KGP potwierdza ustalenia "Gazety": - Postępowanie CBŚ rodzi wiele pytań. Natychmiast zbadamy tę sprawę.



Co mówią bracia

Biznesmeni od wielu lat walczą z urzędami, które kwestionują legalność ich hal targowych. Urzędnicy mnożą sprzeczne decyzje, część z nich uchylił już sąd. Pomoc braciom deklarowali politycy. Poseł SLD Andrzej Pęczak, szara eminencja łódzkiego SLD Mirosław Czesny (dziś wiceprezydent Szczecina) i współwłaściciel klubu piłkarskiego Widzew Łódź Andrzej Pawelec mieli deklarować, że kłopoty biznesmenów skończą się, jeśli ci dadzą na Widzew 3 mln zł. Mieli przy tym powoływać się na znajomość z "pierwszym kibicem Widzewa" premierem Leszkiem Millerem. Gałkiewiczowie twierdzą też, że sponsorowali nielegalnie kampanię byłego prezydenta Łodzi Krzysztofa Jagiełły z SLD, Andrzeja Pęczaka i obecnego prezydenta Jerzego Kropiwnickiego.

 

Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak