Strona główna---->Aktualności---->Media o służbach---->Wszystkie doniesienia medialne---->Informował czy intrygował

„Rzeczpospolita”, 27.11.2003

 

Informował czy intrygował

Polityczna burza po utajnionym sejmowym wystąpieniu szefa ABW o lobbingu - To kompromitacja - ocenia opozycja

Barcikowski rzuca jakieś oskarżenia pod adresem poważnych tytułów prasowych, snuje domysły. Kompromitacja - uważa Jan Rokita

Odtajnienia stenogramu z wystąpienia w Sejmie szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego domagają się kluby LPR i ludowców. Po wysłuchaniu informacji Andrzeja Barcikowskiego chcą też powołać kolejną komisję śledczą.

Ostrych słów z kolei nie szczędzili politycy PiS i PO - nazwali szefa służb specjalnych "intrygantem" i "prywatnym detektywem rządu".

- Nie wiadomo, czy można odtajnić wystąpienie szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - tłumaczył marszałek Sejmu, odnosząc się do postulatu liderów LPR i PSL. - Zleciłem dokonanie odpowiednich ekspertyz - dodał Marek Borowski i poinformował, że decyzja w tej sprawie zapadnie prawdopodobnie na następnym posiedzeniu Sejmu.

W ciągu dwóch dni Andrzej Barcikowski aż trzykrotnie prezentował w Sejmie informację o działaniach lobbystów wokół niektórych ważnych przetargów i kontraktów - najpierw na Konwencie Seniorów, potem w Komisji ds. Służb Specjalnych, aż wreszcie w nocy z wtorku na środę na forum Sejmu.

Powołania kolejnej sejmowej komisji śledczej domagają się kluby LPR i PSL. Chcą, by zajęła się ona zbadaniem nieprawidłowości w stosowaniu upustów cenowych przez koncerny farmaceutyczne. Andrzej Barcikowski twierdził bowiem, że mogło do nich dojść w procesie legislacyjnym przy jednym z rozporządzeń ministra finansów z 1998 r. Chodzi o rozporządzenie zwalniające z cła importerów leków. Ministrem był wówczas Leszek Balcerowicz, a rozporządzenie przygotowywał ówczesny wiceminister, a obecnie poseł PO Rafał Zagórny.

Okazuje się jednak, że było to jedynie przedłużenie istniejącego stanu prawnego - już w 1993 roku resort finansów wydał taką decyzję, rok później, powstało podobne zarządzenie, a w 1998 roku, bez zmiany zapisów, rozporządzenie. Bo, jak tłumaczył Zagórny, nowa konstytucja wymagała, by tego rodzaju przepisy miały rangę rozporządzenia.

Zaskoczeniem dla wielu posłów była postawa szefa ABW w tej sprawie. Najpierw, podczas spotkania z marszałkami i szefami klubów, bardzo mocno akcentował sprawę tego rozporządzenia. Twierdził stanowczo, że jego wejście w życie było poprzedzone "zewnętrznym oddziaływaniem" lobbystów zagranicznych firm farmaceutycznych. Podkreślał, że państwo straciło na tym 3 mld złotych, a w ABW powstał specjalny zespół badający tylko tę sprawę.

Choć poruszał jeszcze kwestie związane z kontraktem gazowym i przetargiem na Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców, to właśnie kwestia tego rozporządzenia sprawiła, że LPR domagała się, by Barcikowski wystąpił przed całym Sejmem. Co ciekawe, szef ABW podczas spotkania z członkami Komisji ds. Służb Specjalnych marginalnie już wspominał o tym rozporządzeniu i grach lobbystów wokół jego zapisów. A występując z mównicy sejmowej, dopiero po pytaniach posłów odniósł się do tej sprawy.

Według kilku polityków szef ABW nawiązał do rozporządzenia "miękko". - Wił się, zastrzegał, że to tylko hipotezy, nic pewnego, że to nie są ustalenia mogące świadczyć o przestępstwie - relacjonuje jeden z posłów. Zachowanie Barcikowskiego na sali sejmowej - jak relacjonują nasi rozmówcy - wywołało ostrą reakcję wicemarszałka Janusza Wojciechowskiego (PSL), który nie mógł pojąć, że zupełnie inaczej szef ABW tę sprawę prezentował na Konwencie, a zupełnie inaczej - wszystkim posłom. - Nie mogę powiedzieć ani tak, ani nie - powiedział Wojciechowski "Rz" spytany czy tak było.

Prezes NBP nie krył wczoraj oburzenia. - Po raz kolejny stałem się celem niesłychanej i nieuczciwej serii ataków. Autorzy tych informacji chcą budować swoją karierę polityczną na oszczerstwach i kłamstwach - powiedział Balcerowicz. Odnosząc się do luk w przepisach dotyczących importu leków Balcerowicz zaznaczył, że ten stan prawny zaistniał w 1993 roku, a został zmieniony w 2000 roku.

Powołanie komisji śledczej w tej sprawie ma jednak małe szanse powodzenia - sprzeciwiają się bowiem temu pomysłowi, jak na razie, SLD, PO i PiS.

Lobbystów dwóch

Według naszych informacji, z trybuny sejmowej Andrzej Barcikowski wymienił dwa nazwiska lobbystów: Marka M. - jako tego, który miał odegrać kluczową rolę przy powstawaniu w 1998 roku rozporządzenia resortu finansów, preferującego zagraniczne koncerny farmaceutyczne, oraz Andrieja K. - współpracownika ukraińskich służb specjalnych, a zarazem lobbysty Gazpromu. Miał on zdaniem Barcikowskiego inspirować teksty krytykujące podpisany kontrakt na dostawy gazu do Polski, jaki został zawarty z konkurentem Gazpromu. Z rozmów, jakie przeprowadziliśmy wynika, że z kolei na posiedzeniu Komisji ds. Służb Specjalnych szef ABW skupił się na dziennikarzach, którzy mieli pisać swoje artykuły pod dyktando lobbystów. W tym przypadku Andrzej Barcikowski wymienił dwie osoby: dziennikarza "Gazety Wyborczej" i tygodnika "Nie".

Największe kluby opozycyjne nie mają wątpliwości - działanie Barcikowskiego to propaganda i próba odwrócenia uwagi od tego, kto tak naprawdę jest zamieszany w wielkie afery i przestępstwa gospodarcze w kraju. - A bohaterem tych afer jest przecież SLD. To były wystąpienia człowieka, który zamiast ścigać i zwalczać najgroźniejsze przestępstwa, rozkłada parasol ochronny w interesie jednej opcji - uważa Zbigniew Wassermann, poseł PiS, członek Komisji ds. Służb Specjalnych. - Próbował przerzucić odpowiedzialność za choroby, jakie toczą nasze państwo, na złych lobbystów, obce służby i spolegliwych dziennikarzy - dodaje.

Jan Rokita, lider Platformy Obywatelskiej, nazwał wręcz Barcikowskiego "intrygantem" i "prywatnym detektywem rządu". - ABW ma wykrywać przestępstwa, aresztować sprawców, a jego szef powinien nas poinformować co najwyżej o tym, kogo zatrzymali, dlaczego i jakimi dowodami dysponują - uważa Rokita. - Tymczasem Barcikowski rzuca jakieś oskarżenia pod adresem poważnych tytułów prasowych, snuje domysły. Kompromitacja.

Bogdan Lewandowski, poseł SLD i członek sejmowej komisji ds służb specjalnych żałuje, że Barcikowski wystąpił ze swoją informacją przed wszystkimi posłami. - Mamy teraz spektakl polityczny. A powinno być tak, że swoją wiedzą szef ABW powinien podzielić się na forum naszej komisji i to wszystko - uważa Lewandowski. - To ważne informacje, ale jak się powiedziało Ňa", to trzeba powiedzieć i Ňb", czyli odtajnić wystąpienie ministra Barcikowskiego - dodaje.

PO, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie zamierza na razie wystąpić z wnioskiem o odwołanie szefa Agencji. Premier Miller zresztą nie widzi powodów, dla jakich miałby zdymisjonować Andrzeja Barcikowskiego. - Wykonuje pracę, która do niego należy, i czyni to dobrze - przekonywał wczoraj szef rządu.

Jarosław Gajewski

Czego zabrakło w wystąpieniu Barcikowskiego?  

Według posłów opozycji szef ABW pominął kilka istotnych przykładów podejrzanego lobbingu. Zdaniem Jerzego Polaczka z PiS powinien wspomnieć na przykład o sprawie tureckiego biznesmena Vahapa Toya, którego fantasmagoryczne pomysły budowy lotniska i wielkiego centrum rozrywkowego pod Białą Podlaską wspierali Lech Nikolski i Józef Oleksy. Powinien też przypomnieć działalność Andrzeja Śmietanki, który w procesie uchwalania ustawy o biopaliwach występował jako przedstawiciel Bartimpeksu, choć krótko przedtem był urzędnikiem państwowym.

- W ogóle nie było mowy o przypadkach, w których lobbowani byli ministrowie czy urzędnicy rządowi - zaznacza Polaczek.

Z kolei Zbigniew Chlebowski z PO podkreśla, że w wystąpieniu Barcikowskiego zabrakło konkretów, dominowały ogólniki. Przykładem jest na przykład sprawa gier losowych - szef ABW wspominał co prawda o związanych z tym działaniach lobbystów, ale nie powiedział nic konkretnego. Tymczasem, przypomina Chlebowski, bardzo dziwnie toczyły się prace nad nowelizacją ustawy o grach losowych. Rząd najpierw długo upierał się, że automaty o małych wygranych powinny być opodatkowane podatkiem ryczałtowym w wysokości 200 euro, a potem nagle poparł zgłoszoną w ostatniej chwili poprawkę posłanki SLD Anity Błochowiak, żeby było to 50 euro. - Moim zdaniem pole do nadużyć ogranicza jedynie zainstalowanie kas fiskalnych przy tych automatach i ścisłe ewidencjonowanie obrotu - przekonuje Chlebowski.

Bogdanowi Lewandowskiemu z SLD w wypowiedzi szefa ABW niczego nie brakowało. - Minister przedstawił to, co wcześniej zapowiedział - zjawisko lobbingu politycznego. I zilustrował to różnymi przykładami. Zrobił to, co do niego należało - mówi Lewandowski. P.ś.

Kontrola cen leków z importu

Firmy farmaceutyczne mogą spodziewać się kontroli skarbowych. Zespół rządowy ustalił harmonogram prac, które mają doprowadzić do odzyskania przez budżet oraz Narodowy Fundusz Zdrowia pieniędzy od nieuczciwych importerów leków, którzy podawali w deklaracjach celnych nieprawdziwą wartość farmaceutyków oraz zawyżali ich ceny. Minister zdrowia Leszek Sikorski powiedział wczoraj, że z prac międzyresortowego zespołu zajmującego się cenami leków wynika, że część firm farmaceutycznych łamała prawo.

Według szacunków resortów zdrowia i finansów państwo straciło przynajmniej 1,5 do 2 miliardów złotych. W najbliższym czasie przedstawiciele rządu chcą spotkać się ze Stowarzyszeniem Przedstawicieli Firm Farmaceutycznych w Polsce, reprezentujących zagraniczne koncerny.

Sprawa nieprawidłowości przy ustalaniu cen leków importowanych była jednym z elementów informacji w sprawie lobbingu, jaką usłyszeli posłowie od Andrzeja Barcikowskiego. SOL

Tajnych obrad przypadki

Utajnienie informacji szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego i całej debaty nad nią to pierwszy taki przypadek w historii Sejmu III RP. W grudniu 1996 roku Sejm utajnił tylko część obrad - przy okazji dyskusji o sprawozdaniu komisji badającej działania służb specjalnych w tzw. sprawie Józefa Oleksego. Jeden z członków tej komisji, Dariusz Wójcik z KPN, chciał, by Sejm zajął się misją pojednawczą, jakiej tuż przed wybuchem afery podjął się późniejszy szef MSW Jerzy Konieczny. Według Wójcika misja była nielegalna, bo Konieczny miał być funkcjonariuszem UOP na niejawnym etacie. Wniosek, później odrzucony, rozpatrzono, utajniając obrady.

Nie powiodła się próba utajnienia obrad w kolejnej, III kadencji. Chodziło o tę samą sprawę - w czerwcu 1998 roku opozycyjny wówczas Klub SLD zażądał od ministra-koordynatora służb specjalnych Janusza Pałubickiego, by ujawnił, kim naprawdę był agent o kryptonimie Olin. Według wcześniejszych podejrzeń MSW miał nim być właśnie Oleksy. Pałubicki odmówił jednak wyjaśnień, a wniosek o utajnienie obrad został odrzucony. Samo jednak rozpatrywanie wniosku odbyło się bez udziału publiczności.

Ostatni nieskuteczny wniosek o utajnienie obrad złożył w lipcu tego roku Antoni Macierewicz (RKN) podczas sejmowej debaty na temat afery starachowickiej. Chciał, by prokuratura ujawniła tajne ustalenia śledztwa dotyczące przecieku do starachowickich samorządowców. Wniosek, który również był rozpatrywany podczas tajnej części obrad, został odrzucony. P.ś.

POSTACIE

Andrzej Barcikowski

58-letni Andrzej Barcikowski od czerwca 2002 roku pełni funkcję szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wcześniej był ostatnim szefem Urzędu Ochrony Państwa, którym kierował zaledwie dwa miesiące.

Informacja na temat lobbingu to pierwszy przypadek, w którym Barcikowski wypłynął na tak szerokie "polityczne wody". Wcześniej najwyżej toczył via media spory z byłym szefem sejmowej speckomisji Zbigniewem Wassermannem z PiS, któremu zarzucał zbyt ostrą krytykę działalności podległych mu służb. Nazwisko Barcikowskiego pojawiało się też w kontekście zmian personalnych w ABW. Opozycja zarzucała mu, że zwalnia funkcjonariuszy niewygodnych politycznie, on tłumaczył, że zwalnia najgorzej pracujących. Dwuznaczną rolę odegrał też w aferze Rywina. Praktycznie jedynym działaniem, jakie podjął on i podległe mu służby, było przeprowadzenie półprywatnej rozmowy z Jerzym Urbanem na polecenie premiera.

Barcikowski w 1977 roku ukończył Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i w 1983 roku na nim się doktoryzował. Temat jego pracy doktorskiej brzmiał: "Patriotyzm i jedność polityczna narodu jako kategorie wyjaśniania działań ruchów politycznych w okresie od demokracji szlacheckiej do późnego Gierka". W latach 1984 - 1990 był pracownikiem KC PZPR, po 1990 roku pracował w przedstawicielstwie koncernu ICL, a także w Polskim Banku Rozwoju. W 1996 roku został dyrektorem generalnym w URM i szefem doradców premiera Włodzimierza Cimoszewicza, a w 1997 roku szefem gabinetu politycznego premiera.

Po wyborach w 1997 roku związał się z wydawnictwami Włodzimierza Czarzastego - Muza i Muza Edukacyjna. Pracował też w BRE Banku. Po ponownym dojściu do władzy SLD, jesienią 2001 r., został wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji, skąd trafił na stanowisko szefa cywilnych służb specjalnych. P.ś.

KOMENTARZ

Kto się boi dziennikarzy

Szef Agencji Bezpieczeństwa późnym wieczorem zwołuje nadzwyczajne posiedzenie przywódców klubów parlamentarnych, Sejm utajnia obrady, podobnie jak rząd zajmujący się tą sprawą wcześniej - jakaż to groźba zawisła nad Polską, że trzeba się uciekać do tak nadzwyczajnych posunięć? Co sprawiło, że najwyższe władze zostały postawione niemal w stan alarmowy?

Na pytania o konkrety Andrzej Barcikowski odmawia odpowiedzi. Ze strzępów informacji - bo przecież wszystko jest supertajne - wynika, że alarm ABW dotyczy lobbingu, uprawianego według ministra Barcikowskiego m.in. za pomocą mediów. Podobno szef Agencji wymienił w tym kontekście niektóre tytuły prasowe, konkretne publikacje, a nawet nazwiska dziennikarzy. Podobno na liście Barcikowskiego znalazły się też publikacje i nazwiska dziennikarzy "Rzeczpospolitej". Podobno...

Znaki zapytania można mnożyć. Podobnie jak plotki, podejrzenia i niedomówienia. Jeśli taki efekt chciał osiągnąć Andrzej Barcikowski, to mu się udało. Oskarżanym przez niego gazetom i dziennikarzom trudno się bronić przed zarzutami, których nie znają. Nie zna ich także opinia publiczna. Tajny tryb formułowania tego rodzaju zarzutów przypomina najgorsze praktyki z czasów PRL. Stosowanie go w III Rzeczypospolitej kompromituje szefa ABW i przypomina o potrzebie oczyszczenia służb specjalnych demokratycznej Polski zarówno z ludzi, jak i nawyków odziedziczonych po komunizmie.

Jan Skórzyński