Strona główna---->Rocznica likwidacji UOP, sukces czy porażka

Rocznica likwidacji UOP, sukces czy porażka

 

W pierwszych dniach po mianowaniu Andrzeja Barcikowskiego szefem UOP stwierdził on, że jego największym atutem jest brak związków ze służbami, co oznacza zupełny brak orientacji w temacie ich funkcjonowania. Do dzisiaj, pomimo upływu roku pozostawania na tym stanowisku, w tej dziedzinie niewiele się zmieniło, czego daje liczne dowody w udzielanych często wywiadach.

Jedynym kryterium, jakie spełniał Barcikowski w chwili nominacji była przynależność do aparatu SLD, wykazana w latach 90-tych lojalność i dyspozycyjność wobec kierownictwa partii oraz doświadczenie nabyte podczas pracy w KC PZPR w latach 80-tych. Oczywiście kryterium to uznawane jest wyłącznie przez SLD, które w swej koncepcji tzw. reformy służb, opracowanej przez Z. Siemiątkowskiego, jako kanon przyjęło zasadę, że na czele służb powinien stać polityk i że ma to być jedyny polityk w służbie. To rozwiązanie miało zapewnić odpolitycznienie służb. Sprawowanie urzędu przez Andrzeja Barcikowskiego dowodzi czegoś całkiem odmiennego. Jego działalność na tym stanowisku oraz sposób działania ABW są przykładami całkowitego podporządkowania interesom SLD.  Andrzej Barcikowski jawnie przyznał się do politycznych motywów podczas weryfikacji kadr w czerwcu 2002 roku, notorycznie publicznie strofuje posłów z komisji ds. służb specjalnych, sprawującej kontrolę nad kierowaną przez niego Agencją, a wreszcie postępowanie jego oraz podległej mu formacji w sprawach afer z udziałem prominentnych polityków SLD wskazuje co najmniej na tendencyjność, opieszałość i bezradność, a być może wręcz na celowe zaniechania.

         Bilans rocznych rządów Andrzeja Barcikowskiego w ABW jest jednoznacznie ujemny. Nie osiągnął on żadnego postępu w przyswojeniu wiedzy na temat działalności służb specjalnych – jego brak orientacji w fundamentalnych kwestiach bije w oczy w każdym publicznym wystąpieniu. W ten sposób kompromituje siebie, a jednocześnie formację, którą kieruje. ABW przeżywa głęboki regres, zwiększający się systematycznie od momentu przejęcia władzy przez SLD. Barcikowski pozbawiony jest jakiegokolwiek wpływu na bieżące funkcjonowanie służby – kierują nią byli funkcjonariusze SB, mianowani przez Zbigniewa Siemiątkowskiego, i wobec niego  pozostający lojalni. Ich głównym motywem działania jest zaś maksymalna rozbudowa wpływów – poprzez przyjęcia do służby i nominacje na stanowiska kierownicze lojalnych sobie osób – oraz maksymalizacja przywilejów i uposażeń. Efektem maja być bardzo wysokie emerytury po odejściu ze służby. Barcikowskiemu pozostawiają rolę figuranta, skupiającego uwagę na medialnych występach.

         Taki stan rzeczy zasługuje na jednoznacznie krytyczną ocenę, stanowiącą podstawę do postawienia wniosku o dymisję Andrzeja Barcikowskiego z zajmowanego stanowiska. Roczny eksperyment SLD z powierzeniem mu tak odpowiedzialnego stanowiska poniósł pełną porażkę. Osoba ta wykazała się całkowitą indolencją, doprowadzającą kierowaną formację do stanu zapaści. ABW w obliczu najpoważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa III RP wykazała się zupełną bezradnością, powodującą powstanie wątpliwości, co do posiadania zdolności do realizowania swoich ustawowych zadań.

         Poniżej prezentujemy wybór przykładów kompromitujących zachowań i wypowiedzi Andrzeja Barcikowskiego, dowodzących jego niekompetencji i ewidentnych błędów w kierowaniu ABW.

-         Zwolnienia – W pierwszych godzinach istnienia ABW, nad ranem 29 czerwca 2002 roku Andrzej Barcikowski zwolnił ze służby 420 funkcjonariuszy. Wszyscy komentatorzy zwrócili uwagę na ten nieuzasadniony pośpiech, nazywając to działanie czystką. Pierwszy szef UOP senator Krzysztof Kozłowski wyliczył, że na ocenę dorobku każdego funkcjonariusza zlikwidowanego UOP Barcikowski poświęcił 2 sekundy. Sam szef ABW przyznał w wywiadzie dla „Trybuny” z 2.07.2002 roku, że listy kandydatów do zwolnień były przygotowywane wcześniej, a więc jeszcze przed wejściem w życie ustawy o ABW cyt. „Nie ukrywajmy, że przygotowania do tych zmian musiały trwać wcześniej”. („Porządki po Nowku”, Trybuna, 02.07.2002). W zgodnej opinii mediów i polityków opozycji zmiany przeprowadzone w służbach po utworzeniu ABW nosiły znamiona czystki personalnej osób uznanych przez kierownictwo SLD za niewygodne. Z jednoznacznie negatywną oceną spotkał się sposób dokonania tych zmian, zawierający szereg dyskwalifikujących błędów formalnych. Ponad ¾ zwolnionych odwołało się od decyzji, a blisko połowa złożyła skargi do NSA. W opinii ekspertów, w tym senatora Krzysztofa Kozłowskiego, istnieją bardzo poważne przesłanki do uchylenia tych decyzji przez sąd, a w konsekwencji do przywrócenia skarżących do służby.

-         Zwolnienia 420 funkcjonariuszy ze służby Andrzej Barcikowski oficjalnie uzasadnił brakiem środków na ich dalsze zatrudnienie. Tymczasem, jak wynika z informacji otrzymanych z ABW, w 2002 roku do służby zostało przyjętych ok. 70 osób. Wynika z tego jednoznacznie, że powody zwolnień podane przez szefa ABW były nieprawdziwe.

-         O tym, iż środki na płace były zabezpieczone w budżecie na rok 2002 świadczy również fakt, iż w drugiej połowie roku przeniesiono z funduszu płac ok. 4 mln zł, przeznaczając je m.in. na zakup kilkudziesięciu luksusowych samochodów, wykorzystywanych przez kierownictwo Agencji.

-         W uzasadnieniach rozkazów o zwolnieniach z ABW wskazywano na przyczyny finansowe i organizacyjne tych decyzji. Jednak już 5 lipca w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Andrzej Barcikowski przyznał, że wśród zwolnionych istnieje wyodrębniona grupa funkcjonariuszy, którzy zostali zwolnieni z powodów politycznych -  cyt. „Proszę mi wierzyć, polityki w tym nie było! Była tylko w stosunku do 34 funkcjonariuszy, którzy odpowiadają za czystkę – i to była prawdziwa czystka – w latach 1997-98” („Polityk z parasolem”, Gazeta Wyborcza, 5.07.2002). Tą samą argumentację dotyczącą zwolnień w kierownictwie byłego już UOP zaprezentował w listopadzie 2002 roku – „Część wysokich funkcjonariuszy UOP bardzo głęboko spolityzowała, uwikłała w politykę i w kryteria ideologiczne działalność UOP i to był powód rozstania się w pewnym momencie” (Polskie Radio, Program III, 26.11.2002).  Oficjalne powody zwolnienia tzw. grupy 34 funkcjonariuszy pozostają zatem w oczywistej sprzeczności z motywami, które ujawnił publicznie – i to kilkakrotnie – Barcikowski. W urzędowych dokumentach – rozkazach o zwolnieniu – znalazły się stwierdzenia nie oddające prawdziwego stanu rzeczy. Tym samym Barcikowski przyznał się do poświadczenia nieprawdy.

-         Od pierwszych dni istnienia ABW do służby zaczęli wracać byli oficerowie SB, którzy obejmowali stanowiska w kierownictwie służby zwolnione po czystkach z jesieni 2001 oraz czerwca 2002. Wśród przyjmowanych na stanowiska kierownicze w służbie, znaleźli się funkcjonariusze, którzy po odejściu ze służby stali się aktywnym członkami SLD. Sztandarowym przykładem jest tu zastępca szefa ABW płk Paweł Pruszyński, który w latach 80-tych jako początkujący funkcjonariusz SB uczestniczył w pacyfikacjach demonstracji robotniczych, a po odejściu z UOP w 1998 roku z ramienia SLD pełnił funkcję przewodniczącego klubu radnych SLD w sejmiku wojewódzkim w Łodzi. Zastępcą dyrektora delegatury ABW w Krakowie mianowany został emerytowany oficer polityczny LWP kpt. Z. Kajda, który w latach 2000-2002 pełnił funkcję skarbnika w krakowskim SLD. Te nominacje stanowiły jednoznaczną sprzeczność z zapowiedziami SLD jakoby po reformie jedynym politykiem w służbie miał być jej szef. Natomiast broniąc nominacji Pruszyńskiego Barcikowski twierdził, że „...To jest człowiek o temperamencie funkcjonariusza, nie o temperamencie polityka. [...]. Czynienie wyrzutów panu Pruszyńskiemu, że nie jest funkcjonariuszem jest, moim zdaniem, nie do końca uczciwe, bo on został po prostu usunięty z agencji w 1998 roku z Urzędu Ochrony Państwa, tak nazywała się wtedy ta instytucja. [...]  Natomiast pan Paweł Pruszyński to przede wszystkim funkcjonariusz. Nie był zawodowym politykiem w tym znaczeniu, że zawodowo. [...]. Ma temperament społecznika, był radnym. Z całą pewnością nie jest klasycznym politykiem. [...] decydując się na pana Pawła Pruszyńskiego kierowałem się jego ewidentnymi zaletami jako funkcjonariusza, a nie jako, jak pan powiada, polityka. (Radio ZET, 30.07.2002).

-         W październiku 2002 roku odbył się walny zjazd Związku Byłych Funkcjonariuszy UOP, skupiającego byłych funkcjonariuszy SB emerytowanych już po 1990 roku, utworzony pod patronatem Zbigniewa Siemiątkowskiego w 1998 roku. W zjeździe uczestniczyli szefowie Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnetrznego Andrzej Barcikowski. Przy tej okazji wyszło na jaw, że ABW w ramach współpracy z ZBF, nieodpłatnie udostępnia tej organizacji pomieszczenia w siedzibie agencji oraz wbrew ustawie o ochronie informacji niejawnych bezpłatnie organizuje dla nich szkolenia na pełnomocników ds. ochrony. W wypowiedzi dla „Gazety Polskiej” Andrzej Barcikowski stwierdził, że „Związek jest dla nas partnerem. Jedną z form współpracy ze związkiem jest wspieranie zapomogami – w ramach pracy komisji socjalnej – emerytów i rencistów. Teraz chcemy pomóc byłym funkcjonariuszom ze Związku szkoląc ich na pełnomocników ds. ochrony informacji niejawnych”. (Apetyty byłych esbeków”, Gazeta Polska, 16.10.2002). Tymczasem zdaniem posła Zbigniewa Wassermanna „Byli funkcjonariusze UOP z rodowodem SB korzystają z uprawnień emerytalno-rentowych, a teraz stwarza się im dodatkowe przywileje. Przywileje te mają być finansowane z budżetu służb. Funkcjonariusze zwolnieni przy likwidacji UOP, częściowo pod pretekstem, że brakuje środków na wynagrodzenia, nie mają żadnych uprawnień” (Apetyty byłych esbeków”, Gazeta Polska, 16.10.2002). W wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” Andrzej Barcikowski bronił się przed zarzutami o sprzyjanie ZBF-owi zapewniając, że współpracuje także ze Stowarzyszeniem Obrony Praw Funkcjonariusz Służb Mundurowych i Żołnierzy „MAGNUM” założonym przez zwolnionych w 2002 roku funkcjonariuszy. Jednak w rzeczywistości, jak twierdzą przedstawiciele tego stowarzyszenia, współpracy nie ma, a dowodem na to jest m.in. odmowa przyznania lokalu na jego potrzeby.

-         Andrzej Barcikowski kilkakrotnie wykazał się brakiem zrozumienia zasad, a jednocześnie negowaniem ogólnie przyjętej definicji cywilnej kontroli nad służbami specjalnymi. W sposób nie mający precedensu w dziejach III RP (z wyjątkiem jego poprzednika Zb. Siemiątkowskiego) już od pierwszych dni swego urzędowania w ABW, korzystając z łam prasy krytykował posłów opozycji zasiadających w komisji ds. służb specjalnych, zarzucając im upolitycznianie służb, poprzez krytyczne wypowiedzi na ich temat („Kto upolitycznia służby specjalne”, Przegląd, 12.08.2002). Podobne, niespotykane w kontaktach między szefami służb a członkami nadzorujących te służby komisji sejmowej, wypowiedzi szefa ABW miały miejsce w ciągu minionego roku co najmniej 3 razy, bezpośrednio po krytycznych opiniach członków komisji na temat działalności Agencji. „List otwarty” skierowany w grudniu 2002 roku do posła Zbigniewa Wassermanna, w którym oskarżył go o wyrażanie „rażąco nierzetelnych” opinii na temat pracy ABW, został przez Jarosława Kaczyńskiego określony mianem „Aktu politycznej bezczelności”.

-         W grudniu 2002 roku „Gazeta Polska” ujawniła, że jedna z pierwszych decyzji szefa ABW z 4 lipca 2002 roku dotyczyła wzoru wizytówek, kroju pisma, nadruku na teczkach, godła i znaków interpunkcyjnych. Tygodnik zauważył, że miało to miejsce w sytuacji, kiedy nie wydano wielu bardzo istotnych rozporządzeń dotyczących sposobu wykonywania ustawowych zadań. Na marginesie należy zauważyć, że do dnia dzisiejszego nie wydane zostały wszystkie akty wykonawcze do ustawy.

-         Niezrozumiała i budzące zdumienie u większości komentatorów politycznych i polityków jest zachowanie Andrzeja Barcikowskiego i postawa ABW wobec tzw. afery Rywina, największej afery korupcyjnej III RP.  Otóż, jak wynika z wypowiedzi samego szefa ABW, kierowana przez niego agencja nie wiedziała o tej sprawie nic aż do chwili publikacji „Gazety Wyborczej” na ten temat w grudniu 2002 roku. Stało się tak, pomimo że jej szef dowiedział się o niej już 4 września. Najbardziej szokujące jest wyjaśnienie na ten temat jakie Andrzej Barcikowski udzielił radiu TOK FM w rozmowie 12 maja br. „Kiedy usłyszałem o tym we wrześniu, uznałem jednoznacznie, że zaangażowanie korupcyjne funkcjonariuszy publicznych to zjawisko tak nisko prawdopodobne, że przyznam się, że nawet nie podzieliłem się tą informacją z moimi kolegami funkcjonariuszami” („Gość poranka w TOKU”, TOK FM, 12.05.2003). Najwyraźniej Andrzej Barcikowski zapomniał, że szef Agencji nie jest, zgodnie z wolą SLD, funkcjonariuszem i jego zadaniem nie jest merytoryczne uczestnictwo w prowadzonych działaniach, do tego ma funkcjonariuszy - fachowców. Tymczasem podjął się merytorycznej oceny uzyskanych informacji, wyręczając w tym podległy aparat. A może, wbrew jego słowom, była to par excellance polityczna decyzja ? Zresztą przy okazji sprawy Rywina takie zachowanie Barcikowskiego nie było odosobnionym przypadkiem. Jeszcze w lutym 2003 roku przyznał, że dowiedział się z prasy, że syn premiera Millera miał być wplątany w jakąś aferę i z własnej inicjatywy poszedł z tym do premiera. „Na jego prośbę spotkałem się z Jerzym Urbanem, który wyjaśnił mi, że to był tylko "dziennikarski wywód".”(Rzeczpospolita 7.02.2003). Ponownie widać, że szef ABW wyręcza działania całej instytucji – wszelkie pojawiające się sygnały osobiście wyjaśnia poprzez rozmowę z redaktorem naczelnym tygodnika. Ten brak zrozumienia swojej roli przez Andrzeja Barcikowskiego, a co za tym istoty działania całej kierowanej przez niego formacji, jest porażający.

-         Szczególnie jaskrawym przykładem tych niepokojących skłonności Andrzeja Barcikowskiego, dyskwalifikujących go jako szefa służby, jest jego wypowiedź dla Radia ZET z 19.05.2003 roku. Na pytanie Moniki Olejnik, dlaczego ABW zakłada a priori, że wysocy funkcjonariusze państwowi nie mogli brać udziału w korupcji, odpowiedział, że dokonał osobiście analizy sytuacji i doszedł do wniosku, iż nie jest możliwe, że liberał  Andrzej Zarębski przysłał Rywina po pieniądze dla SLD – „Wszystko jest możliwe, pani redaktor, ale nie to, że liberał przysyła po pieniądze dla SLD” – i właśnie dlatego, jak twierdzi, nie podjął w tej sprawie żadnych czynności („Gość Radia ZET – Andrzej Barcikowski”, Radio ZET, 19.05.2003). Trudno doprawdy zrozumieć motywy, jakimi szef Agencji kierował się przyznając się do tak kompromitującego postępowania.

-         W związku ze sprawą Rywina Andrzej Barcikowski wystąpił jako bohater innego jej wątku.  W lutym 2003 roku poseł Zbigniew Ziobro, reprezentujący PiS w komisji śledczej badającej sprawę Rywina, wystąpił w propozycją, aby komisja skierowała wniosek o udostępnienie bilingów premiera. Szef ABW w oświadczeniu przesłanym do PAP stwierdził, że ujawnienie bilingów może spowodować zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. W zgodnej opinii przedstawicieli opozycji oświadczenie to pozbawione było sensu, gdyż nie zachodzi żadna obawa o bezpieczeństwo państwa, a jego rzeczywistym celem było stworzenie „parasola ochronnego” dla premiera.

-         Kolejnych dowodów ignorancji szefa ABW oraz niekompetencji i bezradności kierowanej przez niego formacji, dostarczyły wypowiedzi Andrzeja Barcikowskiego w związku z aferą korupcyjną w Ministerstwie Zdrowia. W trakcie wywiadu w „Gazecie Polskiej” z 21 maja na ten temat kilkakrotnie  stwierdził, że problematyką nieprawidłowości w obrocie lekami Agencja zaczęła się interesować dopiero po  jego rozmowie z posłanką Radziszewską w marcu tego roku. Jednak konkretnym „aktem korupcji”, o którym wówczas usłyszał zajęto się dopiero po publikacji w „Rzeczpospolitej” w maju. „I dopiero wtedy mogliśmy wszcząć postępowania sprawdzające” powiedział dziennikarce „Gazety Polskiej” szef ABW. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej – zadaniem służb specjalnych jest operacyjne rozpoznawanie zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa, których istotą jest takie monitorowanie wszelkich potencjalnych problemów, aby po pierwsze zapobiegać powstawaniu przestępstw, a po drugie w sytuacji kiedy nie jest to możliwe zwalczać je w oparciu o posiadane materiały. Ale materiały te mają pochodzić ze źródeł służb, a nie artykułów prasowych. Jeśli jest tak jak powiedział szef ABW, to oznacza, że służba ta nie wykonywała swych ustawowych obowiązków. To właśnie od niej mają pochodzić sygnały na temat nieprawidłowości kierowane do władz państwa. Natomiast Andrzej Barcikowski z rozbrajającą szczerością przyznaje się, że „Agencja zbiera sygnały. Bardzo często są to sygnały pochodzące ze środowiska dziennikarskiego” oraz że „Bardzo cenimy sobie śledztwa dziennikarskie i bardzo często z nich korzystamy”. Takie wypowiedzi to gorzej niż kompromitacja.

         Niepokojące są wyjaśnienia Andrzeja Barcikowskiego na temat sposobu jego postępowania po rozmowie z poseł Radziszewską. Stwierdził on mianowicie, że „Nie możemy działać na wniosek posła. Poprosiłem panią poseł o formalny wniosek marszałka sejmu”. Trudno wprost zrozumieć przyczyny, dla których szef ABW opowiada takie rzeczy, a tym bardziej postępuje w opisany sposób. Z jednej strony twierdzi, że ABW zbiera „sygnały pochodzące ze środowiska dziennikarskiego”, które pozwalają wszczynać postępowania, a z drugiej strony nie dostrzega nie tylko kompetencji, ale wręcz ustawowego obowiązku zajmowania się problematyką korupcji w sferze obrotu lekami. Żaden przepis nie nakłada na szefa ABW uzyskiwania formalnego wniosku od marszałka sejmu, aby zajmować się sprawami należącymi do sfery ustawowych zadań służb.

Równie trwożąca jest inna wypowiedź A. Barcikowskiego, w której twierdzi on, że „ABW podlega formalnie premierowi i to premier wydaje polecenia, czym mamy się zajmować”. Prawdą jest, że ABW podlega premierowi i że ma on prawo wydawać polecenia. Jednak zadaniem służb jest realizowanie swych ustawowych zadań, a nie oczekiwanie na polecenia premiera. Nie można tłumaczyć bezczynności, brakiem poleceń premiera. Ustawa o ABW i AW nie pozostawia w tej materii wątpliwości.

         Cały wywiad z Andrzejem Barcikowskim obfituje w podobne przykłady niezrozumienia zadań służb i ich szefa oraz doniesień na bezradność i niekompetencji ABW. Powstaje w ten sposób wysoce niepokojący obraz służb pod kierownictwem tego polityka. W zestawieniu z wcześniejszymi jego wypowiedziami na temat działań ABW w innych głośnych sprawach, stanowi to podstawę do powstania poważnych obaw, czy są one aby w stanie same ujawnić oraz zwalczać (nie mówiąc o zapobieganiu) jakiekolwiek przestępstwa przeciwko państwu.

-         Na początku 2003 roku, a więc już po ujawnieniu afery Rywina, na oficjalnej stronie internetowej ABW zamieszczony został dokument podsumowujący działalność Agencji w pierwszym półroczu jej istnienia. Jak można się domyślać celem publikacji raportu było ukazanie działalności ABW i jej dokonań w pierwszych miesiącach istnienia w sposób, upoważniający do ocen potwierdzających słuszność dokonanych zmian dokonanych przez rząd SLD w obrębie służb specjalnych. Temu celowi służyć miała zapewne prezentacja wszelkich  działań ABW, zasługujących w oczach jej kierownictwa na uznanie oraz miano  sukcesów. Wbrew jednak intencjom twórców, raport obnaża znikomość efektów i żałosny stan Agencji, potwierdzając powszechne opinie o dewastacji i zapaści służb specjalnych w Polsce. Tylko niezorientowany czytelnik da się zwieść urzędniczemu żargonowi i efektownym figurom retorycznym, stanowiącym wyłącznie atrakcyjną formę raportu. W istocie skrywa ona jednak miałką i nijaką treść. Uważna i umiejętna analiza zawartości dokumentu prowadzi do wniosków zgoła odmiennych od oczekiwanych przez autorów.

Szczególnie groteskowo brzmią niektóre fragmenty Raportu w zestawieniu z wiedzą, jaka na temat działalności ABW i jej szefa została ujawniona w związku z aferami korupcyjnymi wstrząsającymi koalicję rządzącą w 2003 roku. Otóż w dokumencie tym stwierdzono, że „przeprowadzona w 2002 roku reorganizacja polskich służb specjalnych stała się okazją do położenia silniejszego akcentu na przeciwdziałanie ostro zarysowującym się zagrożeniom interesów państwa, takim jak terroryzm międzynarodowy czy korupcja” oraz że „Analizy i informacje ABW, kierowane do osób sprawujących najwyższe funkcje w państwie, koncentrowały się na ujawnianiu mechanizmów ułatwiających popełnienie przestępstw godzących w interesy Skarbu Państwa oraz finanse publiczne, a także na nieprawidłowościach dotyczących działania instytucji i osób publicznych, ze szczególnym uwzględnieniem uwikłań korupcyjnych”. W świetle wypowiedzi Andrzeja Barcikowskiego omówionych wyżej, te deklaracje należy uznać za całkowicie gołosłowne.

 Na marginesie warto przypomnieć, że SLD w 2001 roku w swoim materiale programowym pt. „Opcja 2001” zapowiadała likwidację pionu ds. ochrony ekonomicznych interesów państwa oraz pionu śledczego. Tymczasem, w praktyce okazało się, że oba piony zyskały rangę priorytetowych w realiach, jakie powstały po wdrożeniu zapowiadanej tzw. reformy służb specjalnych. Jak widać jednak, skierowanie wszystkich sił na odcinek walki z przestępczością wymierzoną w podstawy ekonomiczne państwa, kosztem znacznego osłabienia działań na innych kierunkach (kontrwywiad), nie przyniosło praktycznie żadnych, wartych uwagi rezultatów.

 SLD zakładał, że przeprowadzenie reformy służb specjalnych osłabi je na ok. 10-15 lat. Trzeba przyznać, że pierwsze półrocze działalności Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, potwierdza to założenie. Służby, pod kierownictwem Andrzeja Barcikowskiego, stały się karykaturą służb specjalnych.  Dla dobra tych służb, dla dobra kraju należy żądać dymisji kierownictwa ABW. Służby specjalne powinny funkcjonować sprawnie i efektywnie, pod tym kierownictwem może okazać się to niemożliwe.  Andrzej Barcikowski, będąc człowiekiem honoru, sam powinien podać się do dymisji. 

Polecamy również:

PÓŁROCZE ABW czyli Agencja składa na siebie publiczny donos