Strona główna---->WSI---->Kryminaliści służbowo

„Dziennik Polski”, 12.09.2003

 

Kryminaliści służbowo

Z gen. TADEUSZEM RUSAKIEM, szefem Wojskowych Służb Informacyjnych w latach 1997-2001 - rozmawia Ewa Łosińska

 

 - Jest Pan dziś dyrektorem jednego z wydziałów Urzędu Miasta Krakowa. To lepsze zajęcie niż kierowanie Wojskowymi Służbami Informacyjnymi?

   - To praca jak każda inna. Ocena zależy od tego, jak się traktuje swoje zajęcie. W każdej pracy można znaleźć zadowolenie.

   - Jednak szefowanie WSI jest ciekawsze niż kierowanie wydziałem UM?

   - Niekoniecznie, choć niewątpliwie praca na stanowisku szefa WSI daje poczucie pewnej władzy i spełnienia zawodowego. Mnie poczucie władzy nigdy jednak nie imponowało. Sam zresztą podjąłem decyzję o odejściu ze służby.

   - Dlaczego Pan to zrobił?

   - Przede wszystkim ze względów osobistych - musiałem wrócić do Krakowa, ale i tak od dawna planowałem, że 2001 r. to granica, której nie przekroczę, jeśli chodzi o pobyt w Warszawie.

   - Był Pan jedynym od 1990 r. szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, który próbował je zreformować. Czy nadal warto to robić, czy lepiej je rozwiązać, jak sugerują niektórzy posłowie z Komisji ds. Służb Specjalnych, np. Zbigniew Wassermann z PiS?

   - To skomplikowana sprawa. Kiedy przyszedłem do WSI w grudniu 1997 r., natknąłem się na tak poważne afery, że właściwie one uzasadniały złożenie wniosku o rozwiązanie służb. Znaczna część tych afer - m.in. za sprawą pracy sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych - jest już znana opinii publicznej. To było wiele jednostkowych spraw, ale gdy się je zebrało, było widać, w jakim stanie degrengolady zastałem WSI. Przy podejmowaniu decyzji trzeba jednak wyważyć, co jest korzystne w danym momencie dla instytucji, którą się kieruje. Miałem poważny dylemat, bo proces wchodzenia naszego państwa i armii do struktur natowskich był już wówczas zaawansowany. A trudno byłoby nam wstępować do NATO tuż po wielkiej awanturze, jaką musiałby się skończyć wniosek o rozwiązanie WSI. To przecież ważny element struktury armii. Nie mogłem pozwolić na taką awanturę, dlatego z wnioskiem o rozwiązanie służb nie wystąpiłem.

   - Dziś także Pan by z nim nie wystąpił?

   - Gdyby była taka sama sytuacja jak w 1997 r. - nie, ale wiele się zmieniło - jesteśmy w strukturze NATO. Dlatego nie upierałbym się już przy takiej decyzji, zwłaszcza gdy patrzę, co się teraz dzieje w Wojskowych Służbach Informacyjnych. Przez niemal cztery lata, kiedy nimi kierowałem, udało się sporo zdziałać. Pracujący we WSI ludzie poczuli za rządów AWS, że coś się zmienia. W tych służbach jest przecież wielu znakomitych oficerów, którzy potrafią zrobić sporo dla dobra armii. Toteż starałem się zmienić zastany układ, promować ludzi wartościowych i aktywnych. Niestety, po moim odejściu w skład kierownictwa tych służb weszły osoby, których tam nigdy być nie powinno. Mimo to w myśleniu wielu polityków tkwi zasadniczy błąd - to nieprawda, że służby są szczególnie upolitycznione. Część ludzi, którzy nimi dziś kierują, potrafi podpiąć się pod polityka każdej opcji, o ile odniesie korzyści. Człowiek, który kieruje Biurem Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI, Jan Oczkowski, był wyrzucany z pracy przez mojego poprzednika, potem przeze mnie, i znowu jest funkcjonariuszem służb. Chciałbym wiedzieć, co takiego ma w zanadrzu, że kolejni szefowie przyjmują go do pracy.

   - Zatem pomysł rozwiązania WSI nie jest zły?

   - Politycy, którzy tego chcą, myślą przede wszystkim o pozbyciu się ludzi, których nie boję się nazwać kryminalistami.

   - Czyli we WSI ciągle są kryminaliści?

   - Tak. Potwierdza to fakt, iż niedawno jeden z wysokich oficerów WSI dostał wyrok za groźby karalne wobec prokuratora. Mimo to nadal pobiera pensję.

   - Pomysł rozwiązania WSI i tworzenia ich od nowa powrócił, gdy Komisja ds. Służb Specjalnych potwierdziła to, o czym od dawna pisała prasa, że funkcjonariusze WSI w latach 1993-97 nielegalnie handlowali bronią, która docierała m.in. do bliskowschodnich terrorystów i rosyjskiej mafii. Czy do takich służb można mieć zaufanie?

   - Do takich na pewno nie. Problem jednak nie dotyczy tylko służb. Sprawę handlu bronią zgłosiłem przecież do prokuratury, bodajże w 1998 r., i jaki jest efekt pracy organów ścigania? Żaden. A z materiałów, jakie mi wówczas pokazano, wynikało jednoznacznie, iż popełniano przestępstwa. Prokuratura umarzając sprawy nawet nie raczyła mnie, czyli składającego doniesienie o przestępstwie, o tym poinformować. Nie miałem zatem szans na odwoływanie się od tej decyzji. Tak samo działa prokuratura wojskowa dzisiaj.

   Problem dotyczy zatem nie tylko WSI, ale i wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza w zielonych mundurach. Nie było tam przecież żadnej weryfikacji, nawet takiej jak w UOP. Jak można wierzyć w skuteczność pracy prokuratury, jeżeli niedawno złożyłem do niej doniesienie o przestępstwie - wymuszaniu na oficerach WSI fałszywych zeznań pod groźbą wyrzucenia z pracy, a prokuratura umorzyła sprawę, mimo że groźba została spełniona? Oficerowie zostali zwolnieni ze służby. Potwierdza takie groźby dziewięć osób, a uzasadnienie decyzji prokuratury brzmi: brak znamion czynu przestępczego. To ta sama prokuratura, która umarzała śledztwa dotyczące nielegalnego handlu bronią. Jak zatem można mówić o praworządności w armii?

   - To znaczy, że nie ma sensu informowanie prokuratur wojskowych o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, o ile dotyczy to funkcjonariuszy WSI?

   - Nie wszędzie jest tak źle, ale w Warszawie umarzane są wszystkie sprawy dotyczące przestępczych działań oficerów WSI. Za to z niebywałą gorliwością warszawscy prokuratorzy podejmują - pod dyktando WSI - represyjne działania wobec bezprawnie wyrzuconych z pracy byłych oficerów tych służb - nawet wykorzystując sfałszowane dokumenty. Metody, jakie stosuje podczas przeprzesłuchań tych osób prokuratura, przypominają czasy niesławnej Informacji Wojskowej. Wtedy też prokurator wychodził wielokrotnie w czasie przesłuchania z pokoju, po pewnym czasie wracał i dopiero zadawał kolejne pytania. To sytuacja jednoznaczna: w sąsiadującym z miejscem przesłuchań pokoju są oficerowie WSI i to oni sterują przesłuchaniem. Dlatego kiedy czytam o zbrodniach stalinowskich prokuratorów oraz Informacji Wojskowej i porównuję to z dzisiejszymi praktykami, dochodzę z przerażeniem do wniosku, że nie tak wiele się zmieniło, przede wszystkim w warszawskiej prokuraturze wojskowej. Nowe kierownictwo WSI pozbyło się znakomitych oficerów z naruszeniem prawa, a kiedy ci odwołują się od decyzji o zwolnieniu, szuka się haków uzasadniających taki krok. Dzieje się to przy współpracy z prokuraturą warszawską. Na szczęście np. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Gdyni i tamtejsza prokuratura w podobnych sprawach zachowały się inaczej.

   - Zgadza się Pan zatem z opinią posła Wassermanna, iż WSI ciągle wymykają się spod kontroli zarówno sejmowej komisji, jak i kolegium ds. służb specjalnych? Tym właśnie uzasadnia poseł PiS potrzebę ich rozwiązania.

   - Tak. Zamiast jednak rozwiązywać WSI - choć to jest pewien pomysł - można próbować je oczyścić, tworząc mechanizmy, które pozwolą skutecznie kontrolować te służby. Taki mechanizm istniał - w postaci ministra-koordynatora ds. służb specjalnych. Jeżeli porównamy działalność dwóch koordynatorów - a ja miałem taką możliwość w praktyce - czyli pracę Zbigniewa Siemiątkowskiego i Janusza Pałubickiego, to okazuje się, że ten drugi znalazł sposób na konsekwentny nadzór nad poczynaniami służb specjalnych. Zatrudnił współpracownika, który doskonale znał się na pracy operacyjnej i na dokumentacji służb specjalnych. Wiedział, gdzie szukać informacji. Kiedy minister Pałubicki miał jakieś pytania czy wątpliwości, dzwonił do mnie, informując, że za 10 minut będzie u mnie jego wysłannik i poprosi o udostępnienie mu konkretnych materiałów. Nie miałem wyjścia, nawet gdybym nie chciał, musiałem dokumenty udostępniać, bo to była osoba mająca pełnomocnictwa ministra Pałubickiego. WSI da się więc kontrolować.

   - Czemu zatem zlikwidowano funkcję ministra-koordynatora?

   - To pytanie do polityków. Myślę, że zagrały tu pewne ambicje. Bo przez cztery lata, gdy tę funkcję pełnił Pałubicki, cały czas powtarzano, że ona jest niepotrzebna, bo była stworzona specjalnie dla Siemiątkowskiego.

   - Obecnemu szefowi WSI gen. Markowi Dukaczewskiemu przydałby się jednak chyba sprawny nadzór ministra-koordynatora, skoro część Komisji ds. Służb Specjalnych twierdzi, iż źle się jej współpracuje z generałem. Jeden z posłów oskarżył go nawet o preparowanie dokumentów przekazywanych komisji.

   - Na pewno taki minister by się przydał. Pewne mechanizmy kontroli jednak są. Trzeba tylko z nich umiejętnie korzystać. A jeśli nie wystarczą - stworzyć inne. Minister Pałubicki nie znał się na służbach specjalnych, gdy obejmował funkcję koordynatora. Jednak dzięki swemu zaangażowaniu i konsekwencji bardzo dobrze się spisywał. Potrafił egzekwować swoje decyzje.

   - Czy skoro WSI wymykają się spod kontroli parlamentarzystów, mogą zagrozić naszemu demokratycznemu państwu?

   - Myślę, że już nie. Pewnych przemian nie da się cofnąć, ale WSI mogą nam ciągle zaszkodzić i dużo popsuć. I to właśnie robią. Słyszymy przecież o kolejnych aferach, o wykorzystywaniu ludzi związanych z tymi służbami. Niektórzy politycy celowo lokują takie osoby w różnych instytucjach dla własnych celów.

   - Czy większość kadry WSI to dziś ludzie lub przynajmniej sympatycy nowego systemu? Spora część pracowników służb ma przecież korzenie w PRL, a niektórych sam Pan nazywa kryminalistami...

   - Istotne przewartościowanie jednak w WSI nastąpiło. Przez niemal cztery lata, kiedy nimi kierowałem, sam zwolniłem tylko dwóch ludzi - dwóch łotrów. W tym czasie odeszło jednak ze służb ponad 300 oficerów. Sami składali prośby o zwolnienie, gdy przyszedłem do WSI. Tych wniosków było tak dużo, że minister obrony Janusz Onyszkiewicz pytał mnie, czy to nie zagraża stabilności służby. Nie zagrażało. Zwłaszcza że były tendencje, aby ograniczać liczbę oficerów, ciąć etaty itd. Na początku liczba tych wniosków mnie dziwiła. Potem zorientowałem się, że grupa oficerów, która odeszła, obawiała się, że dotrzemy do materiałów, które ich kompromitują. Woleli uciec. To, co niektórzy z nich robili, ujawniliśmy później. Mówię o kilku przypadkach działalności szpiegowskiej na rzecz Rosji, o handlu bronią, związkach ludzi WSI z aferą FOZZ. Dziś żałuję, że tylko taka grupa odeszła.

   Są jeszcze inne poważne afery, które - o ile wiem - Komisja ds. Służb Specjalnych będzie wkrótce badała. Ówczesna kondycja tych służb budzi przerażenie. Jednak przyszło do WSI sporo nowych ludzi. A stosunek nowej kadry do tej służby jest inny niż postawa starej gwardii.

   - Skoro jednak nawet w przypadku poważnych zarzutów prokuratura sprawy przeciwko ludziom WSI umarza, pracownicy tych służb cieszą się bezkarnością.

   - Problem w tym, że grupa, która w tej chwili kreuje politykę WSI, ma duży wpływ na działalność prokuratury. Ta sama z siebie pewnych rzeczy nie robi. WSI szukają możliwości wpływania na decyzje prokuratury i innych organów poprzez lokowanie tam swoich ludzi, poprzez łapanie osób pracujących w tych organach na czynach nie całkiem zgodnych z prawem, szukanie haków. Zwłaszcza ludzie dawnej WSW byli mistrzami takich działań. I nadal tak postępują. Część polityków też zresztą działa w podobny sposób.

   - Dlaczego aż siedem lat trwały prace nad ustawą o WSI? Jak się kieruje służbami, które działają na podstawie przepisów kilku ustaw, m.in. o UOP?

   - Przez lata brakowało woli politycznej, by taką ustawę przyjąć, choć mówiliśmy o konieczności jej uchwalenia z racji specyfiki pracy tych służb. Zarówno ja, jak i moi poprzednicy podejmowaliśmy starania, by takie przepisy przygotować. Ani za rządów Cimoszewicza, ani za rządów Buzka woli ich uchwalenia nie było. Tzn. gabinet Jerzego Buzka początkowo wykazywał pewne zainteresowanie, potem jednak je stracił.

   - Czy niedawne przyjęcie nowych przepisów to okazja do zreformowania WSI?

   - To mogłaby być taka szansa, ale obecna ustawa "stabilizuje" tylko te służby. Mało tego, daje ludziom WSI większe możliwości nadużyć niż poprzednie przepisy. Wystarczy porównać projekt, jaki przygotowano za mojej kadencji i nową ustawę, by stwierdzić istotne różnice. My staraliśmy się ograniczyć kompetencje WSI tylko do niezbędnych w pracy takich służb działających na rzecz armii. Pewne uprawnienia policyjne i śledcze, jakie im teraz przyznano, są niepotrzebne. Funkcjonariusze WSI mają bowiem możliwość prowadzenia przeszukań, zatrzymań. To stwarza - przy braku odpowiedniej, stabilnej kontroli nad tymi służbami, niezależnie od tego, jaka partia jest u władzy - większe niż dotąd pole do nadużyć.

   - Czy gdyby ewentualny premier Jan Rokita po kolejnych wyborach zaproponował Panu stanowisko szefa WSI, przyjąłby Pan taką ofertę?

   - Nie. Nie chodzi o to, że nie chciałbym, ale ja już swoje zrobiłem w tych służbach. Choć nadal sporo jest tam do zrobienia. Przyznam też, że dziś mam większą wiedzę o tym, co się w nich dzieje nie tylko niż wtedy, gdy do nich przychodziłem, ale także niż w dniu, kiedy odchodziłem z WSI. Sądzę jednak, że są ludzie ode mnie młodsi, może sprawniejsi, którzy nadają się do tych funkcji. Mogę zawsze służyć radą, ale już się z tymi służbami pożegnałem.

   - A gdyby zaoferowano Panu stanowisko ministra-koordynatora ds. służb specjalnych?

   - Na razie takiego stanowiska nie ma. Przyznam, że jest chyba tylko jedna osoba w kraju, prócz mnie, która tak dobrze zna specyfikę obu służb - UOP, czyli dziś ABW i WSI - z racji pracy na rzecz obydwu. Ale to nie znaczy, że rozważam taki rozwój wypadków.

 

 

Po łbie dostają aktywni

- mówi JANUSZ PAŁUBICKI, były minister-koordynator ds. służb specjalnych


   - Generał Tadeusz Rusak, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, mówi, że z tych służb zwalnia się bezprawnie świetnych oficerów. Do Pana także docierają takie sygnały o "czyszczeniu" tych formacji?

   - Owszem - zarówno z WSI, jak i dawnego Urzędu Ochrony Państwa, czyli dzisiejszej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ze mną kontaktowali się raczej zwalniani z ABW. Nie mam jednak wątpliwości co do tego, że obecna ekipa rządząca pozbyła się ze służb specjalnych wielu wartościowych ludzi z powodów politycznych. Oczywiście, nowa ekipa ma prawo różnie oceniać postępowanie swych poprzedników, ale zawsze powinno się brać pod uwagę dobro państwa, zanim tacy funkcjonariusze zostaną zwolnieni. Tymczasem mam wrażenie, że decydują tu właśnie kryteria polityczne. Po łbie dostają ci, którzy byli aktywni za rządów AWS.

   Jeśli chcemy zaś oceniać dokonania służb specjalnych, wystarczy zapytać: ilu szpiegów przygwoździły? Jakoś nie słyszałem ostatnio o takich sukcesach. Mam natomiast wrażenie, że ABW zaczyna dublować policję, a WSI - Żandarmerię Wojskową. Tymczasem funkcje i zadania policyjne nie powinny być nigdy priorytetem dla takich formacji. Nie potrzebujemy przecież drugiej policji.

   - Czy nowa ustawa o WSI usprawni, Pana zdaniem, działanie tych służb?

   - Choć uważam, że pewnym nieporozumieniem było za rządów AWS nieprzyjęcie osobnej ustawy o WSI, nowe przepisy stworzyły ryzyko naruszania praw obywatelskich wobec osób, które "podpadną" pod te służby. Trudno więc mówić o usprawnieniu pracy.

   - Co najmniej kilku oficerom WSI grożono podobno zwolnieniem ze służby, o ile nie obciążą dawnych przełożonych związanych z poprzednią ekipą rządzącą za rzekome przestępstwa popełniane przez nich przy okazji nadzoru nad WSI. Nie obciążyli. Ze służbą musieli się pożegnać, a gdy generał Rusak złożył do prokuratury zawiadomienie o tego rodzaju groźbach pod adresem swych dawnych podwładnych, sprawa została umorzona z powodu "braku znamion czynu przestępczego". Czy Pan zna podobne przypadki?

   - Mogę tylko powiedzieć, że nie byłbym umorzeniem sprawy zdziwiony, bo takie zarzuty bardzo trudno w praktyce udowodnić, o ile ma się słowa przeciwko słowom, a groźby nie zostały zarejestrowane. Każdy może się tego wyprzeć. Warto natomiast przyglądać się losom takich ludzi "w służbie" - temu, co ich spotyka po tym, gdy się poskarżyli na takie traktowanie. Jeśli nagle zostali zwolnieni, to trzeba to uznać raczej za potwierdzenie zarzutów.

Umorzyliśmy tylko raz

- mówi rzecznik Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie major Dariusz Knapczyński

   - Zostało umorzone tylko jedno śledztwo wszczęte przez nas z zawiadomienia pana generała Tadeusza Rusaka dotyczące oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych. Nie dopatrzyliśmy się bowiem żadnego naruszenia prawa w decyzjach o ich zwolnieniu ze służby. Ale nie będę sprawy komentował, bo zainteresowani nadal odwołują się od tej decyzji, więc nie jest ona prawomocna. Złożyli już zażalenie i we wrześniu będzie je rozpatrywał Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie. O ile wiem, takie zażalenie złożyły dwie osoby. Być może sąd je uwzględni i wrócą do pracy.

   Nic mi nie wiadomo natomiast o odmowie zajęcia się sprawą gróźb karalnych wobec jakiegokolwiek oficera WSI. Jeśli dostajemy zawiadomienie o przestępstwie, musimy wszczynać śledztwa